Miesięczne archiwum: Lipiec 2014

Bromance a sprawa kobieca.

bro-1

Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie? pytał w Niepewności Adam Mickiewicz. Dziś takie samo pytanie bardzo często stawiane jest w przypadku fikcyjnych postaci z telewizji. Fani Community dyskutują czy Jeff Winger powinien związać się z Brittą czy Annie ale jedno wiedzą na pewno: najlepszą parą serialu są Troy i Abed. Alan Shore z Orłów z Bostonu może mieć dziesiątki kobiet, ale w jego życiu zawsze liczyć się będzie tylko jedna osoba – Denny Crane. Hoży doktorzy Turk i J.D, wyśpiewują sobie miłość pląsając po szpitalnych korytarzach a twórcy Sherlocka z BBC specjalnie droczą się z fanami na temat tego, co czują do siebie Holmes i Watson. Jednak w wielu przypadkach szukanie romantycznego pierwiastka w chemii napędzającej serialowe duety to duża nadinterpretacja. Czemu więc coraz częściej fani łączą w parę dwójkę (męskich) bohaterów, którym do romansu nigdy po drodze nie było?

Continue reading Bromance a sprawa kobieca.

Film na dziś: A-jeo-ssi (The Man From Nowhere)

fullsizephoto127496

Samotny, wycofany ze świata mężczyzna i dziecko, które swoją niewinnością kruszy lód jego serca. Do tego mnóstwo świetnej akcji, pościgi samochodowe, strzelaniny, pojedynki wręcz, dużo dobrego aktorstwa, elementy dramatu, zaskakujące zwroty akcji i rewelacyjna końcówka. Jeśli macie ochotę na to wszystko w jednym filmie to już teraz powinniście uzupełniać napoje, szykować kanapki i zasiadać do koreańskiej produkcji pt. A-jeo-ssi (The Man From Nowhere). Film Jeong-beom Lee z 2010 r. porównywany jest do takich tytułów jak Leon Zawodowiec czy Człowiek w Ogniu. Czy słusznie czy nie, ciężko jest mi oceniać (nie widziałam jeszcze tego drugiego). Koreańczycy mają w zwyczaju robić filmy po swojemu, nie zwracając uwagi na to, co znane i bezpieczne dla typowego widza Hollywood. Jednym się to podoba, innym mniej, ale na tym polega potęga ich produkcji. A-jeo-ssi był jednym z tych filmów, które rozpoczęły mój wielki zachwyt kinem z Korei. Spokojnie więc mogę go polecić tym, którzy nie są do azjatyckich filmów przekonani oraz tym, którzy dopiero zaczynają z nimi przygodę. Ci, którzy skośnookie produkcje znają i lubią prawdopodobnie „Człowieka znikąd” już widzieli :) Czemu polecam go początkującym? Fabuła nie jest trudna do zrozumienia, bohaterów niewielu i da się ich rozróżnić :) a poza tym film idealnie miesza to, co najlepsze u Koreańczyków i to, co znane i bezpieczne u Amerykanów. Do tego Bin Won, jako tajemniczy Tae-sik i niezwykle utalentowana, młodziutka Sae-ron Kim, jako jego sąsiadka, to dwie największe zalety filmu (obok końcowego pojedynku na noże  8-O).

Image and video hosting by TinyPic

Film z gatunku dramat/akcja w najlepszym wydaniu. Podskoczycie na krześle, wstrzymacie oddech, zasyczycie z bólu a na koniec będziecie mogli uronić łezkę (smutku czy szczęścia? oto jest pytanie :) )

POLECAM!

Guilty Pleasure: Oye el boom, David Bisbal

Lato, plaża, słońce. Wyżelowany Latynos wywija biodrami, dookoła niego tańczą półnagie kobiety. Śpiewa (bądź udaje) coś w języku Cervantesa. Nie mamy pojęcia co, ale tak długo jak słyszymy amor, corazón, playa, amigo, <wstaw swój ulubiony hiszpański wyraz> (puta Barca), a całość przywodzi na myśl dobrą zabawę, to czego więcej można oczekiwać od wakacyjnego utworu?

Tę piosenkę sprzedał mi mój brat. Jest to tak wybitnie stereotypowo-latynosko-wakacyjno-kiczowata produkcja, że sami Hiszpanie traktują ją (i jej podobne) tak, jak my traktujemy disco polo. Znudzę się Oye el boom (tłum. słyszę bum) pewnie tak samo szybko, jak się nią zajarałam (Damn you, Kuba!) i zapomnę o Bisbalu i jego złocistych lokach. Nie mniej teraz, kiedy słońce żyć nam nie daje I give you … David Bisbal i Oye el boom.

Wyłączmy dobry gust muzyczny i dajmy się porwać plaży i wakacjom. I tańczmy! Tańczmy póki słyszymy bum naszego serca!

¡Olé!

(Nie)Poprawność realistyczna

Tekst traktować z przymrużeniem oka :)

Mogłoby się wydawać, że do życia podchodzimy bardzo poważnie. Od początku do końca, wszystko musi być poukładane i przemyślane. Wybór szkoły, pracy, partnera życiowego to nie przelewki. Jedna, zbyt pochopnie podjęta decyzja i „cały misterny plan w pizdu!”, jak to określił Siara z Killera. Tym bardziej wymagamy, by to, co nas otacza również było odpowiedniej jakości. Natura tylko prawdziwie zielona; politycy – uosabiający najbardziej cenione przez nas wartości. Kto ma w życiu czas na zajmowanie się półproduktami?

A co z rozrywką? Ta również musi być na najwyższym poziomie. Muzyka najwybitniejszych kompozytorów, swoimi brzmieniami docierająca do najskrytszych zakamarków naszej duszy. Literatura spod piór autorów, którym zabawa słowem i ubierania w nie ludzkiej psychiki przychodzi równie łatwo, co małemu dziecku zbudowanie babki z piasku. Filmy – tylko prominentnych reżyserów, z pokaźnym, nagradzanym i uznanym dorobkiem; w eklektyczny sposób podejmujące tematy ważkie, niebagatelne; pytające o kondycję moralną nas, jako społeczeństwa, ale także, jako jednostek. Wszystko wysmakowane, finezyjne, skąpane w sosie z ludzkich doświadczeń. Nie ma tu miejsca na niedomówienia, na beztroskę, lekkomyślność. Kino (jak i literatura czy muzyka) powstało, by pokazywać nam, jacy byliśmy i jacy powinniśmy być.

Błąd! Continue reading (Nie)Poprawność realistyczna

Jak to wciąż trwa, czyli kim jest Outsider?

Pewnego dnia, w schowanej przed światem wiosce zjawia się nieoznakowane wojsko i bierze mieszkańców w niewolę. Grupka wojowników, której udało się uniknąć losu swoich współplemieńców, wyrusza w nieznany im świat, poprzysięgając wyrównanie rachunków z najeźdźcą.

Tak w skrócie przedstawia się fabuła Outsidera. Całość powinnam ująć w czterech częściach (tak przynajmniej mam rozplanowane w tym momencie) ale wszystko wyjdzie w praniu.

Continue reading Jak to wciąż trwa, czyli kim jest Outsider?