Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Film na dziś: Twierdza (The Rock) 1996

Więzienie Alcatraz dziś służy jako atrakcja turystyczna. I to właśnie to miejsce generał Hummel (Ed Harris) wybiera na centrum dowodzenia swojej ostatniej misji. Bierze zakładników i żąda wysokiego okupu. Jeśli jego żądania nie zostaną spełnione wystrzeli w stronę San Francisco rakiety wypełnione śmiercionośnym gazem. Grupa marines, spec od broni chemicznych i jedyna osoba, której udało się uciec z Alcatraz łączą więc siły, by zapobiec tragedii.

Film Michaela Baya (Michael Baya od Transformersów) to jeden z najlepszych przedstawicieli gatunku amerykańskiego kina akcji z lat 90tych. Jest zabawnie, jest wzniośle, flaga łopoce na wietrze, a prezydent liczy się z dobrem pojedynczego obywatela swojego kraju. Razem z, niespecjalnie przygotowanym do walki w terenie gryzipiórkiem, Stanley’em Goodspeedem (Nicolas Cage) udajemy się do Alcatraz i u boku byłego agenta Jej Królewskiej Mości Jamesem Bondem Johnem Masonem (Sean Connery) podróżujemy od zera do bohatera ratując Stany Zjednoczone przed atakiem terrorystów. Film nie wymaga specjalnego myślenia, należy po prostu dać porwać się przygodzie. Jednak kilka rzeczy zasługuje na wyróżnienie. Przede wszystkim postać generała Hummela to ciekawe odejście od terrorysty Araba na rzecz wielokrotnie odznaczanego przez amerykański rząd żołnierza, który upomina się o pamięć poległych przyjaciół. Inna warta wyróżnienia rzecz to scena w sali z natryskami, od wymiany zdań miedzy dowódcami obu oddziałów aż do samego końca.

Twierdzę po prostu trzeba zobaczyć. Jeśli nie dla obsady czy muzyki Zimmera to przynajmniej dla faktu odnotowania, że Michael Bay robił kiedyś dobre filmy :)

Zemścić się – jak to łatwo powiedzieć …

Odwet to jeden z ulubionych wątków podejmowanych przez filmowców na całym świecie. Jednak sposób, w jaki do tematu podchodzą Koreańczycy z Południa, robiąc z kina zemsty poniekąd swoją domenę, zasługuje na szczególne wyróżnienie.

„Jako motyw zemsta jest o wiele bardziej przewidywalna niż ambicja.” Hal Duncan

I to właśnie ona, obok miłości, jest jednym z najpopularniejszych pobudek działań bohaterów znanych filmów i seriali. A najlepiej, kiedy występują wspólnie. Protagoniście już na początku odbiera się ukochaną, dzięki czemu zyskuje on sympatię i współczucie widzów. Trzymamy za niego kciuki, kiedy wiedziony chęcią odwetu staje się tą samą osobą, której chce się zrewanżować. Tylko główny bohater może czuć się skrzywdzony i tylko on ma prawo do wyrównania rachunków. Ale zemsta to dużo bardziej złożone zagadnienie.

Continue reading Zemścić się – jak to łatwo powiedzieć …

Piłka piłce nie równa.

Nie jest łatwo być kibicem piłki nożnej w Polsce. Nie tylko nasza reprezentacja nas nie rozpieszcza. Rodzime kluby do Ligi Mistrzów kwalifikują się od święta, a nawet jak im się uda to i tak zostają z niej wyrzuceni. Żeby pooglądać wspomnianą Ligę Mistrzów czy inne puchary, nie wspominając o najlepszych ligach europejskich trzeba mieć wykupione kanały u trzech różnych dostawców, itd. Jak człowieku machniesz ręką na polską piłkę to Cię zjedzą, za kibicowanie zagranicznej drużynie. I nie wygrasz. Nigdy :(

Continue reading Piłka piłce nie równa.

Aktorzy jednej twarzy.

Kiedyś Klaudia śmiała się, że Nicolas Cage w każdym filmie gra Nicolasa Cage’a. Dokładnie to samo można powiedzieć o nie jednym aktorze: Jason Statham zawsze gra Jasona Stathama, Hugh Grant zawsze gra Hugh Granta, Jackie Chan zawsze gra Jackiego Chena. (Ostatnio nawet Robert Downey Jr. wszędzie gra jedną i tę samą postać.) Jednak tych gości się lubi. Może właśnie temu, że pasują do jednej i tej samej roli, a może temu, że nie próbują udawać aktorów dramatycznych. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę.

Continue reading Aktorzy jednej twarzy.

Guilty Pleasure: America’s Next Top Model

Nie lubię programów z cyklu reality show. Mody – nie rozumiem. America’s Next Top Model – widziałam wszystkie odcinki, każdego cyklu :D

Kompletnie nie wiem, czemu oglądam ten program. Chyba temu, żeby zobaczyć jak bardzo dziwni są ludzie. Tutaj, co sezon to pojawia się coraz lepszy wynalazek. Wszelakiego rodzaju. Wśród uczestników, jak i jury, a także osób współpracujących. Program ocieka sztucznością, a wszyscy wydają się być towarzystwem wzajemnie adoracji. Jury nie pochwala uprzedzeń, rasizmu, wzywa do kochania samego siebie i bycia kim się jest, by za moment bezczelnie niszczyć marzenia kolejnej aspirującej modelki, tłumacząc jej, że jest zbyt nudna lub zbyt sexi :) Uczestnicy tak bardzo tego chcą i tylko oni na to zasługują, a reszta jest niewiele warta, plus te ich historie kręcące łezkę w oku, lol. Teraz trwa cykl 21, już drugi z kolei, w którym uczestniczą również chłopaki. Yep. Prowadząca Tyra Bank wymyśla coraz to nowsze i durniejsze zadania i słowa (jak smize – smile with your eyes czy booty thooch – to, chyba tylko ona wie, co to znaczy). Któregoś razu kazała uczestniczkom napisać piosenkę, nagrać do niej teledysk, i jeszcze jakoś zmieścić w tym wszystkim pot ledom :D (top model od tyłu).

Ale ta ich powaga z jaką rozmawiają o świecie mody, jakby zdjęcie w liściach lub wśród podartych gazet miało zmienić świat, to zaangażowanie, zawzięcie, pasja, przegięcie, to poświęcenie i robienie tych wszystkich głupot wymyślonych przez Tyrę jest tak fajne do oglądania, że cóż … oglądam :)

A przedstawiam teledysk, który nagrały uczestniczki cyklu Brytyjska Inwazja. Jedna z fajniejszych rzeczy jaka powstała w ANTM. (Aż mi głupio, że ja to wszystko wiem :D) Ponad to udowadnia, że nie trzeba umieć śpiewać, by śpiewać. Po prostu nie trzeba :)

Polskie filmy – chciałabym, i się boję.

Oglądam produkcje z różnych zakątków świata. Troche z jednej półkuli, trochę z drugiej. Zróżnicowanie językowo-kulturowe, różne poczucia humoru, spojrzenia na podobny temat itd. itp. Oglądam filmy amerykańskie, brytyjskie, hiszpańskie, chińskie, koreańskie, tajlandzkie … Nie oglądam filmów polskich. Kurdę, próbowałam. Ale jest jedna rzecz dla której warto żyć która wkurza mnie na tyle, że jednak nie mogę się do polskich filmów przemóc – to ich misyjność. W sensie: albo robimy film o powstaniu Warszawskim albo jakiś szarobury dramat o kondycji polskiego społeczeństwa. Od czasu do czasu szarpniemy się na coś o, tak po prostu, nie martylologiczno-polsko-alkoholicznej fabule. I bardzo fajnie, bo dzięki temu powstają filmy jak Sala Samobójców. Nie oglądałam jeszcze ani Sępa, ani Silnego Jacka i kilku innych. Zbieram się do nich jak pies do jeża. Dzięki temu, wciąż mogę mieć nadzieję. Ale rzecz, o której teraz chcę napisać, to podejście do kina.

Continue reading Polskie filmy – chciałabym, i się boję.