Było ich trzech …

… w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel.

Jeśli lubisz zemstę knutą w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli podobają Ci się historie kwartetu przyjaciół/współpracowników, których drogi rozchodzą się, by zejść w najmniej spodziewanym momencie wywracając ich życie do góry nogami. Jeśli jedne z Twoich ulubionych to te filmy, które tylko powierzchownie są kinem akcji, ale w tle kryją dramaty swoich bohaterów. W końcu jeśli świetnie bawiłeś się na takich filmach jak: The Man Frow Nowhere, Better Tomorrow, A Company Man, Fate, The Raid,  New World, a nawet amerykański Jack Reacher to Bad Guys jest serialem dla Ciebie!

Ostrzegam, pełno spoilerów!

O czym jest?

Kiedy syn komisarza policji w Seulu zostaje zamordowany podczas służby, mężczyzna zwraca się o pomoc do zaufanego współpracownika. Wspólnie tworzą Specjalny Oddział do Zwalczania Przestępstw, szczególnie tych związanych z seryjnymi zabójcami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dowództwo nad oddziałem obejmuje Gu Tak Oh, obecnie zawieszony w prawach wykonywania obowiązków służbowych. Jego ludźmi od brudnej roboty, trzech skazańców: gangster znający zakamarki przestępczego świata w Seulu, zabójca na zlecenie i … seryjny morderca oskarżony i skazany za zabicie ponad 10 kobiet.

Z pozoru wszystko wydaje się być takie oczywiste. Motyw policjanta pracującego z więźniami nie jest nikomu obcy. Tylko niedawno to samo działo się chociażby w The Blacklist ze Spaderem czy White Collar. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Bo choć trzon opowieści nie jest oryginalny, a niektóre twisty fabularne jednak przewidywalne to ich nasilenie, plus intensywność relacji między bohaterami, a także (a może przede wszystkim) sami bohaterowie to jednak gratka dla każdego fana koreańskich (i nie tylko) produkcji. Co męska przyjaźń, to jednak męska przyjaźń!

Jak wspomniałam, ten opis na górze, to tylko duży skrót, bo tak naprawdę fabuła Bad Guys jest dużo bardziej zakręcona, czego dowiadujemy się z czasem. I tak naprawdę, koniec końców, tu wcale nie chodzi o współpracę policjanta ze skazańcami, a o dużo dużo więcej. Tu chodzi m.in. o (jakżeby inaczej) zemstę. Ale też o przyjaźń, miłość, poszukiwanie prawdy na swój temat i ewentualna konfrontacja z nią, o radzenie sobie z wyrzutami sumienia i poczuciem winy. O relacje mentor-uczeń, o branie odpowiedzialności za samego siebie i konsekwencje swoich decyzji. A w końcu o wkurzenie na cały świat i wypowiedzenie mu prywatnej wojny.

Bad guys, a może raczej Mad Dogs, bo to właśnie ze wściekłymi psami, najczęściej porównywani są główni bohaterowie, to nie trzej skazańcy jakby się na początek wydawało.

plakat1

Trzech muszkieterów też było czterech

Jako pierwszego poznajemy Squad Lidera Gu Tak Oh. Od razu widać, że będziemy mieli do czynienia z twardym, nie dającym sobie w kaszę dmuchać starym wygą. Policjantem, który raczej za rączkę panów złoczyńców nie będzie prowadzał, ani się z nimi cackał. Zacierając więc ręce, na to, z kim będzie się użerał, czekamy na głównych bohaterów przedstawienia. I już samo ich krótkie wprowadzenie jest obiecujące. Squad Lider wybiera sobie: Ung Chul Parka, potężnego chłopa, którego pięści są równie zabójcze co spojrzenie. On ma stanowić o sile (dosłownie) całego zespołu. Skoro jest taki straszny, jak go złapano? Okaże się. Następnie pojawia się Tae Su Jeong, zabójca na zlecenie, najlepszy w branży. Maszyna. Zwinny i niepokonany. Utaplany w czyjejś krwi zjawił się na posterunku, by sam oddać się w ręce policji. Czemu? Tego nie wiadomo. Last but not least: Jeong Mun Lee. Smukły chłopaczek o dziewczęcej urodzie. Seryjny morderca. Zabił ponad 10 kobiet. Nigdy nie zostawił po sobie śladu, nie ma naocznego świadka jego zbrodni. Super umysł. Jak więc trafił do więzienia? Poczekamy, zobaczymy.

szef

Squad Lider Gu Tak Oh (Sang-joong Kim) wywiązuje się ze swojego pierwszego wrażenia. Daleko mu do wyrabiania sobie ojcowskiej troski o trójkę najnowszych podopiecznych. Tak jak myślałam, nie okazywał im za dużo współczucia, a traktował po męsku. W końcu był doświadczonym policjantem a oni przestępcami. Mogłoby się wydawać, że czas którymi z nimi spędza wykorzystuje na obserwowanie z bliska gatunku, który ściga od tylu lat. Ale Squad Lider ma swoje za uszami. Po własnej stracie, igra z życiem innych, bez mrugnięcia okiem. Daje Tae Su potężną lekcją (o ironio) na temat wartości ludzkiego życia, kiedy naraża pewną kobietę na ogromne niebezpieczeństwo. Dowiadujemy się też, że biorąc łapówkę dobił targu z miejscowym bossem i obaj posłali do więzienia kogoś (Ung Chul), kto chciał rzucić przestępczy biznes w cholerę. Własne wyrzuty sumienia próbował uciszyć wrabiając niewinnego chłopaka (Jeong Mun) w okrutne morderstwa. Jego postać przywodziła mi na myśl Waltera White’a (Bryan Cranston) z Breaking Bad. Bo robił rzeczy niewybaczalne. Ale czy na jego miejscu zachowalibyśmy się inaczej? Wcale nie jest taki lepszy od swoich podopiecznych. Jednak – nie jest też tym najgorszym :)

duzy

Ung Chul Park (Dong seok Ma) na początek jawi się jako prawdopodobny comic relief. Jest duży, jest osiłkiem. Jego super mocą ma być w końcu siła. W otoczeniu doświadczonego policjanta, policjantki służbistki, swagowego cwaniaka z karambitem w dłoni i super mózgowca z twarzą dziecka – to właśnie jemu musi przypaść rola drużynowego głupka. Będzie chodził, będzie bił ludzi, będzie zadawał głupie pytania. Będzie ulubieńcem widzów, bo to właśnie jemu (i widzom jednocześnie) reszta bohaterów będzie tłumaczyła co się dzieje, i o co tu chodzi. I tu znowu się mylimy. To jego back story poznajemy najszybciej. Ung Chul okazuje się należeć do mafii, i jest prawą ręką jej szefa. Ten, kiedyś wyciągnął Ung Chula z biedy i zrobił swoim człowiekiem od brudnej roboty. Od tamtego czasu Ung Chul robił, co mu kazano. Przede wszystkim ściągał długi, zastraszał ludzi, i oczywiście, zabijał. Wyrzuty sumienia nie pozwalały mu spać, ale musiał być wierny swojemu mistrzowi. Kiedy, już pracując w Oddziale Specjalnym, dostaje zlecenie na Jeong Mun’a, zamierza je wykonać. Wszystko zmienia się, kiedy chłopak okazuje mu współczucie. I pomoc. Między nimi zaczyna rozwijać się pewnego rodzaju przyjaźń. Ung Chil to prosty facet, ale nie głupi. Zauważa, że Jeong Mun jest zagubiony. Chyba jako pierwszy dostrzega, że chłopak może wcale nie być tym zabójcą, za jakiego go wszyscy mają. Z czasem Ung Chul odcina wszystkie sznurki i sam staje na czele mafii. Jest bandziorem, ale okazuje się mieć więcej honoru niż niejeden policjant. Jest lojalny swojemu mentorowi do samego końca. Nie wiedząc, że został przez niego sprzedany do więzienia jest nawet gotowy w zemście, zabić osobę, która okazała mu więcej przyjaźni niż ktokolwiek do tej pory. Wtedy jego relacje z Jeong Mun’em zostają wystawione na potężną próbę w jednej z najbardziej intensywnych scen serialu, czyli Ung Chul vs Jeong Mun/Tae Su vs. Squad Lider. Cała czwórka robi rewelacyjną robotę (Szacun dla scenarzystów, reżysera i aktorów za tę scenę! I za następujący po niej awkward car ride :D )

tae-su

Tae Su Jeong (Dong-hyeok Jo), to postać, której kreacja, wątki i cała reszta po prostu musiała być inspirowana takimi filmami jak The Man From Nowhere czy Better Tomorrow. Jako, że te dwa filmy to ścisły top moich ulubionych koreańskich produkcji nie dziwnym jest, że właśnie Tae Su, od wejścia, stał się moim ulubieńcem. Jego postać tak bardzo przywodzi na myśl granego prze Won Bina Tae Sik’a (nawet imię podobne) z The Man From Nowhere, że spodziewałam się, że w retrospekcjach zobaczymy, że lata z bujną czupryną a w pewnym momencie będzie stał przed lustrem i golił się na krótko :) Kiedy poszedł do jakiejś kanciapy, żeby znaleźć właściciela niezarejestrowanego telefonu, to się śmiałam, że specjalnie przebrali go z garnituru w dżinsy i skórzaną kurtkę, bo inaczej Jeong Beom Lee spokojnie mógłby pozywać o plagiat :D Back story Tae Su pokazuje nam, że całkiem normalny z niego gość. Wcale nie zwyrodnialec. Ot, po prostu dobry chłopak, który na co dzień zabija ludzi za pieniądze :) To właśnie w tym światku wychowywał się w otoczeniu kogoś, kto zastąpił mu ojca. Mężczyzna ojcował nie tylko jemu, ale też jego bratu oraz ich najlepszemu przyjacielowi, również zabójcy na zlecenie. Kiedy Tae Su poszedł do więzienia ich drogi rozeszły się, by zejść w najmniej spodziewanym momencie. I to, kiedy spotkają się na skrzyżowaniach, tylko jeden z nich pójdzie dalej :( Były przyjaciel dostaje zlecenie na zabicie Tae Su i kiedy spotykając się by stanąć ze sobą twarzą w twarz mamy do czynienia z jedną z lepszych scen w całym serialu. Ich pojedynek w dokach – miodzio. Dla takich scen chce się oglądać kino akcji!

Kiedy Tae Su traci rodzinę, dowiadujemy się czemu oddał się w ręce policji. Ktoś powie: motyw zabójcy, który zakochuje się w żonie swojej ofiary? Ile razy można? Jeszcze ten jeden! Jeśli od razu przychodzi Ci do głowy spazmatyczna, kiczowata, pełna frazesów, historia miłosna to wyrzuć ją z głowy. Tutaj jest to tak zrobione, że nawet człowiek nie rejestruje tej historii jako romantycznego wątku wymuszonego na  scenarzystach przez producentów. Tutaj to cześć, jakże ważna, historii młodego człowieka. Bardzo długo byłam pewna, że Tae Su dostał zlecenie na męża tej kobiety. Kiedy zdał sobie sprawę, że to ona kiedyś okazała mu trochę dobra zaczął mieć wyrzuty sumienia. Wina spowodowała, że oddał się w ręce policji. Okazało się jednak, że on się w niej zakochał i sam wydał wyrok na jej męża. Kiedy go zabił zdał sobie sprawę kim (czym) jest i dobrowolnie poszedł do więzienia, by ukarać samego siebie. Muszę przyznać, że ich relacje zbudowane na rozwijającej się, z jej strony przyjaźni, z jego: poczucia winy i chęci naprawy swoich błędów, uwieńczona sceną, w której Tae Su przyznaje tej kobiecie, co zrobił, a przede wszystkim, czemu to zrobił, jest po prostu piękna. Jego pokora i pokłon. Jej rozpacz. Nie biła go. Nie krzyczała. Nie wyzywała. Nic. Ona po prostu tak strasznie płakała :cry: Właśnie dowiedziała się, że przez odrobinę dobrego serca, które okazała nieznajomemu jej spokojne życie legło w gruzach Oboje nawet nie umieli na siebie spojrzeć. Cudo! (Damn you scenarzyści!)

psycho

Jeong Mun Lee (Hae-jin Park) Aj Psycho. Chłodne spojrzenie, kamienna twarz. Co kryje się za tymi oczami? Czy ten niegroźnie wyglądający chłopak naprawdę jest takim psycholem za jakiego go mają? Czy naprawdę zabił 13 kobiet, ot tak? Po prostu wszedł do ich domów i zadźgał. Później skrupulatnie zacierał po sobie ślady. Policja nic na niego nie znalazła. Jak więc trafił do więzienia? On sam twierdzi, że niczego nie pamięta. Zabijał? Nie wie. Chciałby, ale nie wie. Kłamie? Bawi się z nami? Czy mówi prawdę? Może przecież nie pamiętać jak zabijał. Ale to nie oznacza, że tego nie zrobił? Jeśli to taki psychopata jak mówią, taki master mind, to może utrata pamięci jest tylko kolejną sztuczką jest pokrętnego umysłu. Więcej pytań przy tym, chłopaku niż odpowiedzi. A on sam rozmowny jest nieszczególnie.

Twist fabularny związany z historią Jeong Mun’a pojawia się dość szybko w serialu i każdy uważny widz podskoczy wtedy na krześle i zacznie myśleć. I uśmiechać się pod nosem. I zacznie zadawać kolejne pytania. Osobiście długo myślałam, że Squad Lider nie wie, a Psycho naprawdę zabił jego córkę. Okazało się zupełnie na odwrót. Sam Jeong Mun, w podróży po prawdę na swój temat to najważniejszy wątek serialu. Bardzo długo dziwiłam się, że nie okazuje emocji. Chłopak miał takie życie, jakby cały wszechświat się na niego uparł. Wszyscy dookoła chcieli go zabić. Każdy na niego polował, a on nic. Nie wrzeszczał. Nie płakał. Nie padał na kolana wznosząc ręce ku niebu pytając: czemu ja? Nawet fakt, że nie pamięta co zrobił i czy cokolwiek zrobił nie wyprowadzał go z równowagi. Rzucał tylko to spojrzenie ukryte za wiecznie idealną grzywką. Kiedy wreszcie się wkurzył to odetchnęłam z ulgą. Jednak coś tam w tym psycholu drgnęło :) To właśnie on jest osobą, której historia skrzyżowała losy pozostałych bohaterów serialu. Gdyby nie Jeong Mun, on, Squad Lider, Tae Su i Ung Chul nigdy by się nie spotkali. Nie zaczęli by razem pracować. Każdy poszedłby w swoją stronę, nie znając tego drugiego.

Poza czterema muszkieterami na wspomnienie zasługują: komisarz Nam, bo to od niego wszystko się zaczęło. I prawdziwy villan tej historii, prokurator Oh. O nim później.

Postaci kobiecie to póki co największa bolączka (wszystkich trzech) koreańskich seriali, jakie widziałam. Ale w przypadku Bad Guys wypadają najlepiej. Kobieta, której Tae Su zniszczył życie (nazywajmy rzeczy po imieniu) nie wiele miała grania, ale w swojej roli sprawdziła się świetnie. Dziewczyna Jeong Mun’a, to kawał suczy i oby w drugim sezonie chłopak ją dopadł! A policjantka? Przyznaję, że na początek, kiedy w pierwszym odcinku, w zapomnianym przez świat kościółku, twardy policjant zbierał swoją brygadę kryzys, a wśród nich znalazła się ładna pani inspektor Yu od raz zastanawiałam się, z którym z bad guy’ów będzie miała romans? I jakże miło zostałam zaskoczona. Nie było nawet pseudo śmiesznych flirciarskich rozmów. Way to go, kids! Później jej lojalność przeniosła się na prokuratora Oh (u Amerykanów to z nim miałaby romans! :) ). Osobiście doceniam tę postać za próbę działania samodzielnie. Co prawda, w końcu i tak robiła co jej kazali faceci, ale przynajmniej sama sobie wybierała kogo i kiedy będzie słuchać. Cóż, zawsze to małe kroczki :)

wszyscyl

Tyle o fabule. A sprawy techniczne?

Widać było, że stacja sypnęła pieniądzem. Niektóre ujęcia i sceny to majstersztyki. Sceny walk – rewelacja (biorę pod uwagę, że to był TYLKO serial a nie film). Pierwszy odcinek, pogrzeb i ciągle padający deszcz – nie szło uniknąć skojarzeń z Siedem. Co chcę napisać to to, że w przypadku Bad Guys nie oparto się tylko na scenariuszu. Reżyseria i zdjęcia doskakiwały do jego poziomu. Plus fajnie dobrane motywy muzyczne, szczególnie ten dubstepik podczas scen akcji :twisted:

Aktorsko ciężko mi oceniać, bo poza jedną osobą, wszystkich widziałam tu po raz pierwszy (ale każdego z głównego kwatretu chcę zobaczyć w innym wydaniu). Tą jedną osobą jest Tae-hun Kim, czyli prokurator Oh. Wcześniej widziałam go w The Man From Nowhere, gdzie grał policjanta depczącego po piętach Tae Sikowi i wysyłającego gniewne maile do Obamy :) Dwie różne role, dwie różne postaci, także szacun dla tego pana!

A teraz czekanie na drugi sezon. I nadrabianie poprzednich tytułów z nowo poznanymi aktorami :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>