Od zera do bohatera: Inspiring Generation

Tłum żądny krwi, przydymione światło, piasek unoszący się w powietrzu. Dwóch gości okłada się po twarzach. Jeden z nich łapie podpalony kawał drewna i próbuje uderzyć tego drugiego. Ten w sposób zwiastujący, że jest głównym bohaterem, zrzuca z siebie okrycie wierzchnie, z epickością zanurza je w nieopodal usytuowanej kałuży, używa tak oto powstałej broni do zneutralizowania płonącego pala, obezwładnia napastnika szybkim i zwinnym ciosem … Migają flashbacki lub flashforwardy (bo nie wiemy), słyszymy jak ktoś rozpaczliwie krzyczy „Gaja!”, krew tryska … wracamy na arenę. Nasz bohater świętuje z tłumem wygraną, by za moment dostać znienacka w głowę i przegrać z kretesem … Bohater upija się w barze, przychodzi drab, który go znokautował na arenie „Pozwoliłeś mi wygrać!”, krzyczy. Zaczyna się kolejna bójka … Bohater obezwładnia draba bez wystąpienia kropli potu na czole … Pojawia się tajemnicza postać …

Image and video hosting by TinyPic

I przenosimy się kilka lat wstecz.

Tak zaczyna się serial Inspiring Generation, który opowiada o losach młodego Shin Jung Tae; chłopaka, który musi ciężko harować, by zarobić na operację dla chorej na serce siostry oraz tym jak pomagając pewniej dziewczynie władował się w walkę o niepodległość Korei :) Ale po kolei: Jung Tae pracuje jako rikszarz. Jego siostra znajduje się pod opieką wiernopoddańczo zakochanej w Jung Tae, Ok Ryeon, którą to chłopak olewa jak może. Któregoś dnia, przechadzając się po mieście pomaga napadniętej przez grupę drabów Gai. Dziewczyna robi na nim duże wrażenie. Niestety nasz bidula Jung Tae nie wie, że właśnie zapałał uczuciem do przyszłej księżniczki czegoś na kształt yakuzy. Żeby tego było mało, po Gaję przybywa pewien samuraj, by chronić ją do końca swoich dni oraz zabrać do Japonii, gdzie będzie trenowała, by stać się silną wojowniczką. W między czasie jednooki terminatoropodobny koleżka zabija ojca Gai, a ojciec Jung Tae porzuca go bezpowrotnie. Gaja znajduje Jung Tae nad zewłokiem swojego ojca i oskarża chłopaka o morderstwo. Jeszcze przed wyjazdem do Japonii Jung Tae zapewnia Gaję, że to nie on zabił jej ojca, ale ona obiecuje mu zabić w zemście jego rodziciela! Ach drama!

A to właściwie pierwsze dwa lub trzy odcinki. Nie rozwlekając się już za bardzo:

  • Jung Tae szukając szybkiej kasy zaczyna zadawać się z lokalnym gangiem, przez co twarz ma wiecznie obitą
  • siostra czuje się kulą u nogi, więc postawia zanurkować do rzeki z wysokiego klifu
  • Jung Tae rozpacza
  • kilka lat później, wciąż jest dumnym przedstawicielem gangu Dobi, Ok Ryeon wciąż liczy, że weźmie z nim ślub i tak bardzo na to liczy, że olewa całkiem wyjściowego amanta na rzecz wiecznie obitego Jung Tae
  • Gaja i jej świta wracają do miasta, Jung Tae jako obiekt jej westchnień staje się obiektem do wyeliminowania dla jej bodyguarda
  • Jung Tae idzie umierać za Gaję, ale zamiast niego umiera jego kolega z gangu, tymczasem w zamieszaniu Ok Ryeon zabija japońskiego generała i musi uciekać
  • kilka lat później mamy powrót do walki otwierającej serial, Jung Tae dowiaduje się, że jego ojciec jest w Szanghaju, więc zadziera kiecę i wskakuje na statek
  • całkiem przypadkowo w Szanghaju urzęduje Gaja a Ok Ryeon wybrała to miasto na schronienie
  • poznając tabun nowych postaci, pytając where da fuck są te stare już lubiane, oglądamy jak zawiązuje się kolejna intryga, w skrócie: każdy liczący się gracz w Szanghaju chce położyć swoje łapy na Klubie (nomen omen) Szanghaj, a że graczy jest wielu czeka nas dużo knucia i planowana;
  • Czemu Klub jest taki ważny i jak załatwić konkurencję nie tracąc poparcia miejscowej ludności? Odpowiedzi na te pytania zaprowadzą nas do ostatniego odcinka :)

Pierwszy plan czyli o figurze płaskiej – trójkącie

Jung Tae (Dong-yeon Kwak), Ok Ryeon (Ji-Woo) i Gaję (Da-yeong Joo) poznajemy, kiedy są właściwie dzieciakami. Daleko im do beztroskiego spędzania czasu, ale robią co mogą. Jung Tae w pierwszym odcinkach, grany przez młodego aktora (duży szacunek dla ludzi od castingu, powybierali małe klony swoich głównych aktorów), przypadł mi do gustu dużo bardziej niż jego wersja właściwa. Młody Jung Tae, to nieco szalony dzieciak, ale przynajmniej miałam wrażenie, że on sam wie, o co mu chodzi. Po śmierci matki i porzuceniu przez ojca wziął na siebie odpowiedzialność troszczenia się o chorą siostrę, i tak bardzo przejmował się tą rolą, że zapominał o sobie. Odmówił również pomocy od skruszonego ojca. Podejmował szalone decyzje, i niekiedy zapominał, że jeśli on umrze Cheung Ah już nikt nie pomoże. Ale się starał. Wersja właściwa Jung Tae (Hyun-joong Kim) to mój duży ból :) To nie tak, że go nie lubię, ale czy tak strasznie jego los mnie interesował? Well … Niezbyt dobrze świadczy o głównym bohaterze fakt, jeśli w przypadku jego walki z kimkolwiek, ja w 99% przypadków kibicowałam … komukolwiek. Kiedy zbierał się do pierwszej poważniejszej walki w swoim życiu, czyli starcia z pierwszym ochroniarzem Gai (Soo-hyang Lim), Shinichim, poszedł trenować walkę przeciwko katanie. Wkurzona, myślałam sobie: no tak, potrenuje dwa dni i pokona gościa, który pewnie kataną wyciął sobie drogę z brzucha matki  :evil: Ale tak się nie stało! Co muszę oddać twórcom to fakt, że nawet jeśli Jung Tae wygrywał z teoretycznie silniejszymi i zdolniejszymi od siebie przeciwnikami to: porządnie przy tym obrywał; jednak od początku było wyraźnie zaznaczone, ze ma wrodzony talent do walki; uprzednio otrzymywał olbrzymią pomoc z zewnątrz w postaci treningu u odpowiednich ludzi. W ogóle, chyba dopiero pod koniec serialu, gdzieś na 2 lub 3 odcinki przed finałem Jung Tae zaczął sam nieco myśleć. Wcześniej, kto chciał manipulował nim jak grzeczną laleczką. Tłumaczę to sobie faktem, że jeśli ktoś od małego tyle razy dostaje po głowie, to w końcu muszą mu tam zostać ze cztery komórki nerwowe, więc ciężko wymagać od Jung Tae myślenia. Fakt, że pamięta, żeby się ubrać mi wystarczy :) Ale tak na serio, w końcu jednak go polubiłam. Przecież w całej tej historii chodziło właśnie o rozwój tej postaci; jego podróż od zahukanego biednego chłopaka do właściciela dochodowego biznesu w Szanghaju i wyzwoliciela tłumów. Była to długa i wyboista droga, ale warto było się w nią wybrać.

Moim zdaniem tak naprawdę, od początku do końca, to był on zakochany tylko i wyłącznie w Gai. Był z Ok Ryeon tylko temu, że mógł. Gdyby Gaja była równie łatwo dostępna, zostawiłby Okejkę (Se-yeon Jin) i nawet nie oglądał się za siebie. Ich cała, wielka nieskończona miłość, przywodziła nieco na myśl Romeo i Julię, ale była wykonana w zbyt melodramatyczny sposób, by mnie porwać. Właściwie tylko ostatnia prośba Gai wywołała u mnie jakiekolwiek wzruszenie związane z ich historią. Jeśli to możliwe, w przyszłym życiu spotkajmy się jako osoby z tego samego kraju; takie, które mogą być razem. Jeśli nie – lepiej, byśmy się nigdy nie spotkali. Smuteczek :(

trojca

Okejka to chyba najsłabsza postać serialu. Zbędna, słodka do przesady, durna, naiwna i w ogóle ugh. No sorka, ale żeby tyle czasu robić maślane oczy do gościa, który ewidentnie jest zakochany w kimś innym? Miej trochę godności, dziewczyno! Tym bardziej, że całkiem porządny amant (Jae-wook Kim) zaczął się obok niej kręcić. Wyjściowy, dało się odczuć, że i książkę lub dwie w życiu przeczytał, z kasą, nie bijący się z każdym podejrzanie wyglądającym drabem z okolicy … Był moment, kiedy Okejka walczyła ze swoją uległością, to było zaraz na początku jej ponownego spotkania z Jung Tae w Szanghaju. Ale tak walczyła, że przegrała. I wpadając w ramiona swojej wielkiej miłości, straciła resztki rozumu. Kurdę, ona tyle rzeczy mogła tam wtedy zrobić! Gaja by nie wypiła tej trucizny. Było mi jej szkoda, kiedy się jej zeszło, ale z drugiej strony naprawdę … Po prostu cała postać Okejki, jakkolwiek urokliwa by nie była, oraz jej bezmyślnego zakochania w Jung Tae tak mi nie leżał, że i jego zakończenie nie sprawiło, żebym zalała się łzami. Raczej zareagowałam tak:

Image and video hosting by TinyPic
Dokładnie liderze Mo, dokładnie

Wystarczyły by niewielkie zmiany i mogło by być dużo znośniej.

Gaja, już od młodej wersji jawiła mi się jako ta fajna. Była przeciwieństwem Okejki. Umiała o siebie zadbać, nawet jak napadła ją grupa kilku chłopa to umiała ich zdzielić, zajmowała się ojcem zbierając go zapijaczonego z ulicy, itd. Nawet jej majtki tak szybko nie spadały na widok Jung Tae. Sytuacja, w której się znalazła również nie należała do łatwych. Jej ojciec zostaje zaszlachtowany; za moment obcy facet mówi jej, że będzie ją chronił bardziej niż własne życie; a ona sama dowiaduje się, że jest księżniczką i właściwie musi wyjechać do Japonii, by przejść odpowiedni trening. Wraca już jako dorosła kobietka, z celem przed oczami. Na ile jest to jej osobisty cel, a na ile wykonuje polecenia swojego dziadka? Najbardziej w postaci Gai nie lubiłam jej totalnego i na amen zakochania w Jung Tae. Co prawda miała więcej godności niż Okejka, i nie latała za nim z wywalonym jęzorem. Jednak nigdy, ale to nigdy nie przestała pałać do chłopaka uczuciem, które to narobiło jej współpracownikom wiele kłopotów. Przede wszystkim Shinichi (Dong-hyeok Jo) długo, zamiast tylko chronieniem swojej księżniczki, zajmował się próbami ukatrupienia tego młodego Adonisa, i to wbrew rozkazom Gai. Aoki (Hyeon-min Yoon), jej przybrany brat, sam chętnie zająłby miejsce Jung Tae w jej sercu, a że było to niemożliwe, mocno wchodziło mu to na ambicję. Nie wspomnę już o dziadku Denkaiu Doyamie (Kap-su Kim), który mało zawału nie dostał, jak mu się wszyscy jego podopieczni zaczęli buntować, a wszystko temu, że Gaja kocha Jung Tae. Oh fo fuck sake. Gaja! Tylu chłopa obok ciebie! Olej tego gamonia! :) On nawet na nią nie zasługiwał. Jung Tae był dla niej tym, kim Okejka była dla niego. Niezbyt ogarnięte psie oczka, które ciągle trzeba ratować. Masakra :lol:

A z Aokim mogłaby rządzić Japonią …

aoki

(Team Aoki! 8-) )

Drugi plan, czyli tam, gdzie wreszcie jest ciekawie.

Pierwszy raz w mojej historii oglądania koreańskich seriali zdarzyła mi się sytuacja, kiedy to widząc kilka nowych postaci mogłam zakrzyknąć: eej! tego gościa, to ja znam! Było tak w przypadku Shinichiego (Dong-hyeok Jo, Bad Guys), Bong Sik Hwanga (Ik-joon Yang, Bez Tchu) i Jae Hwa Jeonga (Seong-oh Kim, The Man From Nowhere). Trzech to niby mało, ale ja jestem dumna :)

Świta Gai zaczęła właściwie zjawiać się w taki sposób, że aż sama się sobie dziwię, że nie skojarzyłam tego z Terminatorem :) Nagle, przybywa dwóch kolesi: jeden (Shinichi) obserwuje Gaję z ukrycia i ujawnia się, kiedy dziewczynie grozi niebezpieczeństwo, drugi (Aka) zabija jej ojca, i zawija się do domu. Od początku wiemy, że obaj zostali wysłani przez tę sama osobę. Ba, Gaja tak zapewnia, że chce pomścić swojego ojca, by za moment trenować z jego zabójcą. Ok, skąd miała wiedzieć :)

Bardzo długo nie wiemy, o co tak naprawdę chodzi Shinichi’emu. Czemu jest tak oddany Gai? I czy naprawdę taki jest, czy tylko udaje? Co łączyło go z jej matką? Przy Gai jest potulny i grzeczny. Właściwie oddaje swoje życie w jej ręce; zapewniając, że umrze tylko od jej miecza, to jednak potrafi przywalić jej z liścia. Działając sam zachowuje się jak dupek, totalnie wywyższając się nad Do Ggu który, co jest bardziej niż oczywiście, będzie przyczyną jego śmierci. Kiedy okazuje się, co zaszło w przeszłości jego zachowanie jest trochę łatwiejsze do zrozumienia. Właściwie, z poczucia winy sam siebie skazał na śmierć już dawno temu. Jeśli nie zabiłaby go Gaja, to zachowywał się tak, że ta śmierć musiała przyjść, prędzej czy później. W sumie odszedł całkiem satysfakcjonująco. Lepiej tak niż z rąk Jung Tae albo Pana Piżamy (Ho-bin Jeong). Z drugiej strony Shinichi mógłby umrzeć bardziej badass (Tae Su nie dałby się tak załatwić!)

Image and video hosting by TinyPic Aj, gdyby Squad Lider, Psycho i Ung Chool mogli mnie wspomóc …

Aoki to też ciekawa postać. Kawał drania. Eyes on the price. A tą nagrodą była dla niego nie tylko władza, ale i Gaja. Szkoda, że nie skupił się tylko na tym pierwszym. Niby taki inteligentny i knujący, ale małolotnego Jung Tae nie był w stanie zabić, nawet jeśli celował mu w twarz z centymetra. Zjadła go własna pycha, a szkoda, bo Aoki miał zadatki na bossa. Jeśli opieprzałam innych za ślepe wzdychanie za kimś, kto uczuć nie odwzajemnia, to i Aokiemu musi się dostać! Gupi, gupi gupi, gupi, Aoki! A tak ma za swoje. Trzeba było nie latać za babą! W następnym życiu mnie spotkaj pierwszego. :cry: Ale ale! Końcówka mogłaby wskazywać, że jednak punkt dla Team Aoki! (mocna nadinterpretacja, ale mam do niej prawo 8-) )

Chwilkę poświęcę Ace! Aka (Ji-ho Choi) to boss! Jednooki boss! Najlepiej napisana psychologicznie postać seriali! Aka for the win! :mrgreen:

Z pierwszej części serialu na wyróżnienie zasługują jeszcze szef gangu Dobi czyli Bong Sik Hwang i oraz jego przydupas Poong Cha (Dal-hwan Jo), który umarł, bo był durny! To też w ich otoczeniu pojawił się Do Ggu, czyli jedna z tych postaci, która wolałabym jako protagonistę. Lubię takich drani, jak Do Ggu (Tae-goo Eom). Od razu, grając na kilka stron, ale tak naprawdę pozostając lojalny tylko sobie, przypomniał mi Ashura (Nick E. Tarabay) ze Spartakusa. Dużo ciekawsze niż oglądanie Kogo tak naprawdę kocha Jung Tae? było by patrzenie jak Do Ggu manewruje między dwoma gangami a Schinichim, a później między Gają, Aokim, liderem Seulem (Il-hwa Choi) i Jae Hwa. To, że służył czterem stronom, a żadna z nich nie kwestionowała jego lojalności musiało wymagać mnóstwa pracy, kombinowania i nerwów. Zamiast tego mamy Do Ggu, który po prostu pojawia się za plecami tego kogo akurat trzeba i tam gdzie trzeba. Albo jest z niego geniusz, ale ktoś przy pisaniu scenariusza trochę nadużył suspension of disbelief. A Do Ggu nie wydaje się być geniuszem … I uważam, że mimo wszystko, jego zakończenie było zbyt brutalne … publiczny lincz? Obok lidera Seula? Naprawdę? Połamanie nóg by wystarczyło.

vlcsnap-2014-02-26-22h31m00s114

Jedną ze wszystkich nowych postaci, które przyniósł nam Szanghaj był Jae Hwa Jeong. Kurdę! Moja ulubiona postać w ogóle! Nie dość, że świetnie zagrana, to zdobywająca uwagę widza,  bardzo ciekawa, z interesującym backstory. Właściwie, kiedy dowiedzieliśmy się nieco więcej na jego temat, to od razu zaczęłam żałować, że nie ma serialu o czasach w Szanghaju, kiedy urzędował tam papa Jung Tae, lider Seul dopiero dochodził do władzy, a Jae Hwa Tiger Claw siał postrach na ringach bokserskich. Sprzedany za przysłowiowa kromke chleba przez swoich rodziców, Jae Hwa był dla papy Jung Tae synem, bardziej niż Jung Tae właściwy. Widać, że dąży do tego, by już nigdy nie musieć na nikim polegać; by móc się od wszystkich uniezależnić; dba o mieszkańców Bamgsamtong, równie mocno jak o samego siebie. Kiedy jest na naszych ekranach, jako jeden z pierwszych kładzie swoje ręce na Klubie Szanghaj i doprowadza do jego ponownego otwarcia (na którym zjawił się sam Lionel Messi :lol: ). Muszę przyznać, że scena kastingu na numery rozrywkowe w noc otwarcia, to jedna z najśmieszniejszych scen w serialu. Szczególnie popisy magiczne Old Fly’a (Cheol-min Park) podczas których zdarza się, że ktoś umiera. Poza tym !! w całym tym zbudowanym wokół trójkąta miłosnego serialu, dopiero on i pani doktor Sun (Je-in Han) byli parą, która sprawiała, że drżało mi serce. Sposób, w jaki ją nagabywał o randkę, jej unikanie odpowiedzi, ale jednoczesna ogromna troska o jego zdrowie i życie, albo moment, kiedy zapewniał, że nie oberwie mocno, więc niech ona lepiej już się szykuje na ich wspólne wielkie wyjście :cry: Ich rozmowy raczej dotyczyły wszystkiego innego niż ich uczuć. A nawet jeśli o nich rozmawiali to nie padały żadne górnolotne stwierdzenia. To było raczej pamiętasz, to tam sie poznaliśmy albo obiecałeś mi już nigdy nie wracać do tego nawyku. Kiedy Sun przywaliła mu w twarz za owy powrót, nawet się na nią nie gniewał. Tylko jej umiał przyznać, czemu robi to, co robił. I tylko przed nią nie musiał ciągle udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Nie byli jednak od siebie zależni i dawali sobie mnóstwo przestrzeni. I mimo ogromnej przyjaźni i przywiązania, jakie ich łączyło, te ich ciągłe gierki komu zależy bardziej, kurde … bajer. Kiedy, po przegraniu walki o Klub Jae Hwa odchodził z Bangsamtong (dzielnicy, którą rządził) i żegnał się z Sun groziłam ekranowi ręką żądając, żeby ten serial lepiej skończył się ich ślubem! Czekałam, wrzeszcząc w duchu no przytul ją/go, no pocałuj ją/go !! Pomyśleć, ze ci sami ludzie pisali Okejke i Jung Tae Kurdę, jakbym kiedyś sama miała pisać wątek romantyczny to relacja Jae Hwa z doktor Sun byłaby moim podręcznikiem! Oglądanie Człowieka znikąd już nie będzie takie samo :D

Image and video hosting by TinyPic

Wisienką na torcie, zostawioną na sam koniec będzie fabolous lider Mo (Jae-rim Song). Jeśli zajebistość postać w koreańskich serialach i filmach wyznacza godność ich fryzury to lider Mo był najzajebistszą postacią Inspiring Generation. Wiecznie spokojny, wyważony, elegancki, z tajemniczym spojrzeniem i wielkimi umiejętnościami. I swoim nie opuszczającym go ani na krok przydupasem. Kiedy użyczył go Jung Tae do pomocy w napadzie na więzienie to podczas ich treningu wspinania się na ściany popłakałam się ze śmiechu :D Lider Mo, jest po prostu fabolous :)

Image and video hosting by TinyPic

Podobało mi się, że ta pierwotnie pisana jako samotny wilk postać, zaczęła współpracować z resztą bohaterów. Okazało się, że nie był bezdusznym szefem i miał całkiem fajnie podejście do swojego przydupasa, między nim a Jae Hwa zaczął tworzyć sie lekki bromance, a już relacja uczeń-mistrz/rywal-rywal/mózg-pięści z Jung Tae była najfajniejszą relacją jaką miał Jung Tae z kimkolwiek. Jeśli chodzi o głównego bohatera, to ja go shippowałam z liderem Mo właśnie :mrgreen: Dziwi mnie, że wszystkie panny tak kochały się w Jung Tae a do lidera Mo tylko, niezwykle udana So So (Ga-eun Kim) zapałała afekcją :) I jak go biedna pożegnała, takim zrezygnowanym machnięciem ręki. No, ale zostać tak uratowaną od wyłożenia się na tyłek … każda z nas by chciała.

Image and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPic

Ogólnie była to długa, ale udana przeprawa. Nie żałuje czasu poświęconego na serial. Dodatkowym plusem będzie soundtrack z Rhosy – The Road, na czele.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>