Jak odróżnić złe aktorstwo od dobrego?

Na to pytanie odpowiedział Marcus Geduld, reżyser sceniczny, programista, nauczyciel i pisarz. Oto co napisał:

Jeśli ktoś będzie ci wmawiał, że istnieją obiektywne standardy pozwalające na stwierdzenie czy ktoś jest dobrym czy złym aktorem, to taka osoba gada bzdury. Wszystko zależy od prywatnego gustu. Są różne trendy i mody. Każdemu podoba się co innego. Temu właśnie tak wiele osób uwielbiało aktorstwo np. Philipa Seymoura Hoffman’a. Ale jeśli masz inne zdanie, to również możesz mieć rację. W najgorszym przypadku jesteś ekscentrykiem o wyszukanym guście.

Jako ktoś wychowany przez człowieka studiującego historię filmu oraz jako reżyser z 30stoletnim doświadczeniem, przedstawię ci moją definicję dobrego aktorstwa. Chcę tylko zaznaczyć, że jeśli stwierdzę, że „Pacino jest zajebisty” a ty Pacino za zajebistego nie uważasz – masz do tego prawo. To po prostu oznacza, że mamy różne gusta.

Po pierwsze, według mnie, dobry aktor to taki, który potrafi mnie przekonać, że właśnie przechodzi to, co przechodzi jego postać. Mam na myśli sprawy fizyczne („O cholera, właśnie go postrzelili!” „On naprawdę skacze z jadącego pociągu!”), jak i te psychologiczne („Gość naprawdę się boi” „Jest autentycznie zakochany!”). Jeśli aktor wygląda, jakby udawał – ktoś tu nie robi zbyt dobrej roboty.

Po drugie, aktor musi mnie zaskakiwać. Jest to najbardziej mgliste do określenia wymaganie, nie mniej – wciąż ważne. Poza naprawdę małymi rolami, do których nie przywiązuje się wagi (np. kasjerka, która sprzedaje coś protagoniście) samo bycie autentycznym nie wystarczy. To tylko jeden z wymogów. Drugim jest brak możliwości przewidzenia reakcji aktora. Zastanów się, jak zachowuje się np. osoba, której partner właśnie zakończył ich wieloletni związek. Jest mnóstwo realistycznych reakcji – reakcji, które pozwolą ci uwierzyć, że oglądasz prawdziwą osobę, a nie jakiegoś kosmitę, zachowującego się w dziwny, niezrozumiały sposób. Zadaniem aktora jest znać wachlarz ludzkich reakcji a także swoich własnych możliwości. Aktor musi zaczerpnąć z jednego i drugiego i nas zaskoczyć. Inaczej staje się nudny i przewidywalny.

Image and video hosting by TinyPic

Jest wiele sposobów, w jakie aktor może zaskakiwać. Gary Oldman czy Johnny Depp zaskakują nas bardzo realistycznie grając wyjątkowo osobliwe postaci. Jack Nicholson zaskakuje nas … ciągle nas zaskakując. Nawet jeśli nie jest kameleonem jak Oldman czy Depp, nigdy nie wiesz co zrobi zaraz. Ale, cokolwiek by to nie było, zawsze będzie autentyczne. Facet nie wydaje się sztuczny. Christopher Walken, Glenn Close, Al Pacino i wielu innych mają w sobie nieprzewidziane wariactwo. Ich obecność nieco przeraża,; nie wiadomo czy zaraz na ciebie nie naskoczą albo czy nie przywalą ci w twarz. Są jak tykające bomby. Oczywiście, wielu komediowych aktorów (przykładowo Julia Louis-Dreyfus ) zaskakują nas dziwactwami. Zobaczcie sobie Katharine Hepburn i Cary’ego Granta w Drapieżnym małżeństwie – totalnie zaskakujące ale prawdziwe! Kolejnym świetnym przykładem zaskakującego aktorstwa, które nie wydaje się sztuczne jest Diane Keaton w Annie Hall.

Po trzecie, aktor powinien być wrażliwy. Wielcy aktorzy dzielą się tą częścią swojego wnętrza, którą inni trzymają w ukryciu. Zawsze są nadzy (niektórzy dosłownie, ale mi chodzi o emocjonalną nagość). Źli aktorzy są zamknięci w sobie. Nie chcą dzielić się tymi częściami swojego wnętrza, które są brzydkie, nieznośne, zazdrosne, przyjemne itd.

Jest tak wiele przykładów niedosłownej nagości na scenie czy ekranie. Mój ulubiony to Rosalind Russell w filmie Piknik. Russell gra tam nauczycielkę w średnim wieku, która boi się starości i samotności. Jest tam przejmująca scena, w której błaga mężczyznę, by się z nią ożenił. Klęka przed nim. Wyzbywa się ostatnich pokładów godności pozwalając by wyszła z niej ta przestraszona i cierpiąca jednostka. Ta sama, która drzemie w każdym z nas – ta, którą tak głęboko chowamy.

To wiąże wszystko, o czym pisałem wyżej: Kiedy aktor jest obnażony i wrażliwy – to zawsze zaskakuje. A jeśli wydaje się być nieszczery – rola traci sens. Właściwie, taką emocjonalną nagość ciężko jest sfabrykować. Jeśli kiedykolwiek masz wrażenie, że aktor odsłania przed Toba jakąś skrywaną cześć samego siebie, to prawdopodobnie to się dzieje. Przykład: Julianne Moore, Bryan Cranston czy Michael Redgrave w Wersji Browninga. Wywraca się tam emocjonalnie na lewą stronę i wyżyna cały swój ból.

Image and video hosting by TinyPic

Po czwarte, dobry aktor potrafi słuchać. Fascynującym jest oglądanie aktorów, kiedy nie mówią. Niektórzy są wtedy zbyt zajęci swoim ego, albo właśnie przypominają sobie następna kwestię. Zupełnie nie zwracają uwagi na to, z kim grają i co dzieje się dookoła. Inni wydaja się rejestrować wszystko, co słyszą. Obserwowanie jak ich ciało reaguje na to, co jest mówione, jakby słowa biły ich po twarzach, jest ekscytujące. Popatrz tylko na Claire Danes. Ta dziewczyna potrafi słuchać!

Po piąte aktor musi mieć dobrze nastrojone „skrzypce”, przez co rozumiem, że potrafi używać swojego ciała i głosu, obojętnie jaką rolę  by grał. I nie mam tu na myśli sześciopaka na klacie. James Gandolfini świetnie używał swojego ciała. Tzn. wiedział jak się ruszać i mówić w ekspresyjny sposób. Jego ciało czy głos nie zawierają w sobie niczego, czego konkretna rola by nie wymagała.

Jeden negatywny przykład: Kristen Stewart. Oglądanie jej na ekranie sprawia ból. Wygląda, jakby wolałaby być gdzie indziej niż przed kamerą. Jest (lub wydaje się być ) bardzo zamknięta w sobie.

Wg mnie, (Philip Seymour) Hoffman był rewelacyjny, gdyż uosabiał wszystkie w/w cechy. Był wokalnie i fizycznie uzdolniony. Nie był w świetnej formie fizycznej, ale formę jaką miał wykorzystywał w ekspresyjny sposób. Przyglądając mu się można zauważyć, że kiedy nie mówi uważnie przysłuchuje się swoim współ aktorom. To, co mówią wyraźnie na niego wpływa, a jego reakcje pojawiają się proporcjonalnie do tego co jest mówione lub, co mu się przydarza. Był on głęboko wrażliwy. Zawsze. To jego cecha charakterystyczna. Za każdym razem było wiadomo, że jego reakcje są szczere i prawdziwe. Podobnie wyróżniała go inteligencja i chytre poczucie humoru, które sprawiały, że każda grana postać była zaskakująca i świeża. I ani przez sekundę nie wydawał mi się sztuczny.

Nie ulegam modzie na nienawidzenie Toma Criuse’a. Według mnie, w większości przypadków jest bardzo wiarygodny. Jednak – nie jest interesujący. Rzadko kiedy potrafi mnie zaskoczyć i wydaje się nie sięgać do swojego wnętrza. Wydaje się być zamknięty w sobie. Najbardziej szczery i wrażliwy wydawał się w filmie Oczy Szeroko Zamknięte, gdzie zagrał wyjątkowo dobrze. Nie był może rewelacyjny, ale zagrał na swoim, wysokim poziomie.

Warto mieć na uwadze, że wiele osób (które same nie są aktorami, reżyserami albo nie są totalnie zakręcone na punkcie filmów), nie do końca wiedzą ile aktor sam wnosi do roli. Większość widowni nie orientuje się, kto i co robi na planie. Wielu wydaje się, że aktor zrobił dobrą robotę, jeśli ostatecznie polubili jego postać. Jednak, najczęściej to sprawka dobrego scenariusza a nie samego aktora. Jeszcze inni za dobre aktorstwo uważają przybranie na wadze bądź jej utratę, lub też udawanie niepełnosprawności. Jest to na pewno imponujący wkład w rolę, ale nie jest jej sednem. Jeśli będę zmuszony porównywać Dustina Hoffmana z Kramer vs Kramer a Dustina Hoffmana z Rain Mana, to wybiorę tego pierwszego. W Rain Manie Hoffman mógł zasłonić się pewnymi ozdobnikami. Ale to w Kramer vs Kramer musiał być do bólu prawdziwy.

Wiele osób uważa też, że aktor zagrał dobrze, jeśli film im się podobał. Keanu Reeves, w mojej opinii, jest okropnym aktorem – głównie temu, że jest drewniany i sztuczny. Bardzo często mam wrażenie, że tylko czyta tekst a nie wypowiada słowa prosto z serca. Jest różnica między graniem osoby zachowującej się z rezerwą a byciem drewnianym aktorem. Właściwie, granie kogoś wycofanego i mało ekspresyjnego jest bardzo trudne (trzeba zagrać dużo beż zbędnego pokazywania) i aktorzy, którym się to udaje są bardzo dobrzy. Tutaj wskazałbym na Anthony’ego Hopkinsa w Okruchach dnia, Tommy’ego Lee Jonesa w wielu swoich rolach, czy nawet Clinta Eastwooda w Brudnym Harry’m. Tym aktorom udało się pokazać, że mimo posągowych twarzy w ich wnętrzach dzieje się bardzo wiele.

Wg mnie Reeves to aktor, który zjawia się na planie i wypowiada swoje kwestie. Po wieloletnim doświadczeniu z aktorami starającymi się o rolę, potrafię wyłapać tych, którzy biorą napisaną kwestię i wypowiadają, jakby była ich własną. Przywykłem też, do tych mniej doświadczonych (lub mniej zdolnych), którzy brzmią niewiarygodnie wypowiadając słowa, które nie są ich. Posłuchajcie jak w scenie z Drakuli, Reeves wypowiada kwestię: “I have offended you with my ignorance, Count.” W większości swoich ról brzmi tak sztucznie. Nie przenosi słów z kartki do swojego ciała i nie wypowiada ich jako własnych. Nie wierzę, by wewnątrz jego głowy działo się coś innego, niż ewentualne nerwy. Nie wiem, na ile widzicie różnicę między wspomnianym wyżej przykładem a Tommy’m Lee Jonesem w tej scenie. Obaj mają wyjątkowo kamienne miny. Różnica polega jednak na tym, że Jones wydaje się wypowiadać swoje własne słowa, nawet jeśli są mu napisane, tak samo jak napisane przez kogo innego kwestie miał Reeves. Jones jest naturalniejszy i nieskrępowany. Jeśli masz inne wrażenie, to też jest ok. Pamiętaj, to wszystko jest subiektywne.

Image and video hosting by TinyPic

Jednak są tacy, który lubią Keanu ponieważ wg nich Matrix’y to super zajebiste filmy. Im aktor myli się z filmem. Gdyby w Martix’ach grał ktoś inny ci ludzie lubiliby właśnie jego. A tak, ich sympatia do filmu przenosi się na aktora grającego główna postać.

Wreszcie – wiele osób myli pracę aktora z jego życiem prywatnym. Tom Cruise jest tu najlepszym przykładem. Jako wysoko postawionego scjentologa ludzie nie lubią jego, bo nie lubią jego religii. Deprecjonują jego aktorstwo, bo uznają go za niesympatyczną osobę. Dla wielu również, to może oznaczać złe aktorstwo z jego strony. Przecież – nie jest na tyle przekonujący, by sprawić, żebyśmy oglądając film zapomnieli o jego życiu prywatnym. Dla wielu nie ma znaczenia, czy facet jest zdolny czy nie. Obecnie wiele osób ma zastrzeżenia  co do np. Woody’ego Allena czy Mii Farrow, które w żaden sposób nie wynikają z ich pracy na planie. Nie twierdzę jednak, że tacy ludzie się mylą czy też, że są głupi lub nienormalni. Twierdzę tylko, że zdarza się, że reakcje widza na aktora są bardzo skomplikowane i często, nie zawsze wynikające z pracy danego aktora.

źródło: 
http://www.slate.com

Jedno przemyślenie nt. „Jak odróżnić złe aktorstwo od dobrego?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>