„Najfajniejsze 1-5 w historii naszej piłki.”

Oglądam sobie wczoraj grzecznie mecz Realu z Legią, i niefortunnie się składa, w moim towarzystwie wszyscy pozostali są za Legią.

To znaczy, za „mistrzem Polski”. Bo tak na co dzień, to Legii nie tylko nie oglądają, a wręcz jej nie lubią i mają za „starą ku*wę”.

Oglądamy więc sobie, trwa druga połowa. Mówię, że „może wasza drużyna gra względnie niezły mecz, bo moja to gra fatalnie”.

Dowiedziałam się: „Mają upokorzyć mistrza Polski żebyś była zadowolona?”

Cóż …

W trakcie meczu, jak i po nim, w mediach dość radosny czas. Piłkarze i dziennikarze są dumni, wracają z podniesioną głową, historyczny sukces w postaci gola w Lidze Mistrzów, może i 5-1 ale po walce i wstydu nie było.

I ja teraz tak się zastanawiam, czy bardziej upokarzającym nie jest fakt, że łomot 5-1 z drużyną, która Legię tak okrutnie zlekceważyła i olała jest sukcesem? Piłkarze Realu więcej energii i zaangażowania wkładają w poranną kupę niż we wczorajszy mecz. Część pewnie nie musiała iść pod prysznic po gwizdku. Wyszli, pokopali, brakowało, by Benzema w trakcie strzelił sobie selfika a Navas rozłożył leżak w polu karnym i popijał drinka.

Już nie wspominam o występie kiboli przed meczem …

I to wszystko jest sukcesem?

Real swoim zachowaniem na boisku, i wynikiem jaki zdobył, upokorzył Legię.

Ja wolałabym, gdyby potraktowali ten mecz poważnie. Było by tak strasznie wyżej? Wątpie. Ale dostać tylko 5-1 z Realem grającym na serio, to dopiero byłby powód do dumy.

Jedno przemyślenie nt. „„Najfajniejsze 1-5 w historii naszej piłki.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>