Naissant roz 16. Poszukiwania

Katos wstał ze schodów i otrzepał spodnie. Zrobił kilka korków do przodu. Widząc to, Rayos oderwał się od drzwi, o które się opierał i już był gotowy ruszyć za chłopakiem kiedy usłyszał:

„Idziesz ze mną?”

„Dokąd?” – spytał.

Katos odwrócił się i popatrzył na niego. Uśmiechnął się lekko.

„Poznać ten pieprzony sekret nieśmiertelności.”

Rayos zszedł na dół i stanął obok niego. Przez chwilę uważnie przyglądał się chłopakowi.

„Masz jakiś plan?” – spytał.

„Być może.” – rzucił tajemniczo Katos.

Rayos nie odezwał się. Wciąż nie odrywał wzroku od twarzy swojego rozmówcy. Niestety, nie umiał z niej nic wyczytać.

„Szczegóły …” – powiedział beznamiętnie zakładając ręce na piersi.

Katos spoważniał. Przejechał dłonią po włosach i westchnął.

„Zauważyłem, że wszyscy tu macie obsesję na tym punkcie.” – zaczął – „Więc oferuję współpracę. Ty znasz to miejsce. Wiesz o nim, i o jego mieszkańcach dużo więcej niż ja. Ja – jestem nowy. Mam świeże spojrzenie na całą sytuację. Może zauważę coś, co wy pomijacie.”

„Masz coś konkretnego na myśli?” – Rayos próbował pociągnąć Katosa za język.

Ten chwilę zwlekał z odpowiedzią.

„Przede wszystkim źle się do tego zabieracie.” – stwierdził chłopak z brutalną szczerością w głosie.  – „Chcecie dostać odpowiedzi u samego źródła. Porywacie go i myślicie, że coś wam powie. On albo jego wspólnicy.” – pokręcił głową. – „Błąd! Musicie podejść do sprawy z drugiej strony. Zdobyć odpowiedzi bez jego wiedzy!”

„Widzisz. Z tym jest jeden problem.” – zaczął Rayos. – „Ogólnie doskonale rozumiem co masz na myśli. Chodzi tylko o to, że zupełnie nie mamy pojęcia gdzie zacząć te poszukiwania. Żadnego punktu zaczepienia.”

„Zacznijmy od tego, że wszyscy zastanawiacie się „jak” on to robi. A może trzeba spytać „czemu”?”

„Mów dalej.”

„Są dwie możliwości, prawda?” – kontynuował Katos. – „Po pierwsze – czy tę umiejętność można nabyć? Mam na myśli sytuację, w której ktoś, w tym przypadku Gael …”

„Gael?” – zainteresował się Rayos.

„Chenti, jak zwał, tak zwał.” – Katos nie zawrócił uwagi na fakt, że wyjawił prawdziwe imię Gaela. – „ … uczy się jak wracać do życia? Zakładając, że nie można nauczyć się zmartwychwstawania to albo potrafił to robić od zawsze, bo nie jest taki jak my. Albo … coś lub ktoś mu tę umiejętność daje. Moje pytanie jest więc takie: Czy Chenti jest taki jak my?”

„Masz na myśli, czy jest człowiekiem?”

„Tak.”

„Wydaje się być. Krwawi …” – Rayos wzruszył ramionami. – „Ale nie znam go zbyt dobrze …” – spojrzał podejrzliwie na Katosa. Ten, zamyślony, w ogóle nie zwracał uwagi na zachowanie swojego rozmówcy.

„Właśnie! Wydaje się być człowiekiem. Nie jest ani demonem, ani duchem. Nic z tych rzeczy. Nie jest nieśmiertelny jak to ujmujecie. Przecież można go zabić, prawda?”

„No tak.”

„Więc – potrafi zmartwychwstawać.”

„Sam o sobie mówi, że jest upiorem.” – zauważył Rayos. – „Tak słyszałem, przynajmniej.”

„Bo wie, że się go boicie. Załóżmy więc, że jest człowiekiem i, że ta umiejętność nie jest jego wrodzoną cechą. Co nam pozostaje? Coś lub ktoś!”

„Jakiś przedmiot?”

„Przedmiot …” – Katos szukał w głowie przykładów. – „Eliksir, fontanna życia, czarodziejskie zaklęcie …”

„Lub ktoś …” – kontynuował jego myśl Rayos. – „Jakiś mag? Bożek? Lub wspomniany przez ciebie demon?”

„Są tu tacy?”

Rayos zastanowił się.

„Są. Ale nie spotyka się ich na porządku dziennym. Poza tym, są zbyt potężni, by zwykły człowiek miał nad nimi władzę.”

„Zaraz władzę …” – Katos machnął ręką. – „Czemu zakładasz, że … Chenti kogoś do tego zmusza? Może jakiś potężna istota go wykorzystuje?”

„Jest czyjąś marionetką, do tego zmierzasz?”

„Na przykład. Ktoś chce was nastraszyć. Albo bardzo mocno wkurzyć. Albo po prostu się z wami bawi oglądając jak miotacie się w popłochu na widok zwykłego dzieciaka.”

„Wątpię. Demony raczej nie wchodzą w kontakty z nami dla własnej rozrywki. Ten trop możesz spokojnie porzucić.” – podsumował Rayos.

Katos zamyślił się i przez dłuższą chwilę nie odzywał. Rayos przyglądał mu się, również w milczeniu. Po jakimś czasie Katos głośno westchnął i usiadł z powrotem na schodach. W jego głowie zapanowała znajoma mu, zupełna pustka. Próbował z całych sił zmuszać się do myślenia. Do zadawania sobie pytań; odtwarzania, z najdrobniejszymi szczegółami, wszystkich swoich spotkać z Gaelem – jednak kiedy tylko chciał, by owe myśli płynęły swobodnie, one natychmiast znikały.

 Oparł przedramiona na kolanach i wbił wzrok w ziemię. Zaczął spokojnie i miarowo oddychać i pozwolił, by pustka w jego umyśle całkowicie opanowała jego organizm. Poczuł, jak z jego mięśni, od karku i ramion aż po czubki palców u stóp, uchodzi napięcie. Jego ciało stało się przyjemnie ciężkie. Zupełnie nie zwracając uwagi na Rayosa, który przed chwilą usiadł obok niego, chłopak poczuł się tak błogo, jakby za moment miał zasnąć. Jego oddech stał się jeszcze głębszy i powolniejszy, a powieki zaczęły opadać tak mocno, że musiał kilka razy potrząsnąć głową, by całkowicie ich nie zamknąć i nie zapaść w sen.

Rayos siedział na schodach, obok chłopaka i rozmyślał o, tylko co, przeprowadzonej rozmowie. W dużej mierze zgadzał się z tym co usłyszał. Porywanie Chentiego i wypytywanie go o jego zdolność rzeczywiście nie miało wielkiego sensu, tym bardziej, że nie dzielił się tą informacją nawet z najbliższymi współpracownikami. Jego, Rayosa, ogólnie, niewiele ta nieśmiertelność interesowała. Czuł, że z całym tym poszukiwaniem odpowiedzi na sekrety Chentiego, jest coś nie tak; że do niczego dobrego to nie doprowadzi. Wolałby rzucić to w cholerę i zająć się innymi rzeczami. Jednak wszyscy dookoła byli zainteresowani tylko Chentim, więc i on musiał być.

Obaj nawet nie zauważyli kiedy zbliżył się do nich wysoki i chudy mężczyzna o szerokiej szczęce. Minął, obu siedzących na schodach mężczyzn i wszedł na górę. Kiedy dotarł do drzwi pociągnął za klamkę. Orientując się, że bar jest zamknięty zaczął dobijać się do drzwi tłukąc o nie pięściami.

Katos nagle poderwał się i wstał na równe nogi. Twarz mu jaśniała, miał oczy szeroko otwarte a na jego ustach malował się uśmiech.

„Wiem.” – powiedział spokojnie patrząc na Rayosa. – „ Przecież to oczywiste!” – zaśmiał się sam do siebie.

Piegowaty mężczyzna nic nie mówił tylko uważnie go obserwował.

„Muszę iść!” – rzucił nagle Katos. Odwrócił się i zacząć raźnie maszerować przed siebie.

„Dokąd?” – usłyszał wołanie za plecami. Skrzywił się i pokiwał ze zrezygnowaniem głową. Przekręcił tułów i zawołał w stronę Rayosa:

„Mam pewien pomysł. To wszystko.”

„Może masz pomysł jak otworzyć te drzwi?” – krzyknął mężczyzna o pokaźnej szczęce. Katos i Rayos spojrzeli na niego. Odezwał się ten drugi:

„Musisz poczekać, aż przyjdzie Neith i otworzy.” – wytłumaczył krótko.

„Taka nieduża dziewczynka, czarne włosy, wiecznie biega z bandażami?” – mężczyzna mówił lekko bełkocząc.

„Tak. To ona.” – rzekł Rayos.

„To ona raczej dziś nie przyjdzie.” – oznajmił mężczyzna i zrezygnowany zaczął układać się ziemi, naprzeciwko drzwi. Rayos wbiegł kilka stopni w górę.

„Co masz na myśli?” – spytał zdenerwowany.

Katos pomyślał, że jest to dobry moment, by mu uciec, ale jego samego interesowało co nowoprzybyły wie o Neith. I skąd pomysł, że ona się dziś nie zjawi?

„Widziałem jak wczoraj ktoś pomaga jej opuścić miasto.” – wybełkotał mężczyzna.

„Szczegóły do cholery!” – wrzasnął na niego Rayos.

„Taki koleś ją złapał. Ogłuszył i związał a później ją zabrał O tam.” – wskazał konkretny kierunek.

„Co to za koleś? Znasz go?” – naciskał Rayos. Katos wszedł na stopnie schodów, by lepiej słyszeć ich rozmowę.

„Nie znam. Chudy, rozczochrany. Lekko kulał. Szczerzył zęby, kiedy się śmiał.”

Rayos odwrócił się i popatrzył na Katosa. Jego źrenice były rozszerzone.

„Herox!”

„Herox?” – zdziwił się Katos. – „Co to za jeden?”

„Wspólnik Chentiego.” – wyjaśnił Rayos.

Katos szybko zaczerpnął powietrze.

„Musimy więc go znaleźć.” – powiedział bez wahania.

Gotus popatrzył w stronę Muna. Wziął głęboki oddech.

„Co teraz?” – zapytał.

Mun otrząsnął się z letargu i nawet nie patrząc na swojego rozmówcę powiedział:

„To chyba oczywiste – szukamy Heroxa.”

„Nie ja.” – usłyszał w odpowiedzi. Spojrzał pytająco na Gotusa.

„Jak to?!” – rzucił z niedowierzaniem w głosie.

„Najzwyczajniej w świecie.” – Gotus głośno wypuścił powietrze. – „Sirya nie żyje. Nie możesz nic zrobić, by to cofnąć.”

Mun otworzył szeroko oczy. Nie spodziewał się takiej reakcji

„Kazała mi obiecać, że nie będę jej mścił.” – wyjaśnił Gotus. – „Jednocześnie jednak zapewniłem ją, że jeśli stanie się jej krzywda to zabiję ciebie …”

Mun rzucił mu uważne spojrzenie.

„I nie myśl, że nie mam ochoty, bo mam.” – głos Gotusa był spokojny. – „Ale właśnie przed chwilą zdałem sobie sprawę, że Neith by się to nie spodobało.” – uśmiechnął się lekko.

„Neith!” – Mun wykrzyczał imię siostry, bo bardzo zdziwiło Gotusa. – „Chenti ją ma!” – wyjaśnił.

Teraz Gotus wytrzeszczył oczy. Mun w dużym skrócie i ze sporą ilością winy w głosie opowiedział mu o tym, co wydarzyło się na chwile przed śmiercią Siryi. Gotus kiwał głową przyjmując do siebie wszystkie wiadomości i jakby jednocześnie już układając plan.

„Czyli wszystko jasne.” – powiedział, kiedy Mun skończył opowiadać. – „Znajdziemy twoją siostrę. Zabijemy Heroxa i mocno uszkodzimy Chentiego. Później nasze drogi się rozejdą.”

Mun przytaknął takiemu rozwiązaniu.

„Masz pomysł jak to wszystko zacząć?” – spytał.

„Widzieliśmy dokąd uciekł Herox po … „ – Gotus zawiesił głos. – „No wiesz czym. Więc pójdziemy jego śladami. Ale najpierw musimy zdobyć jakąś broń.” – powiedział i zrobił kilka kroków do przodu. Mijając Muna zauważył, że ten przygląda się kopcowi, pod którym leżało ciało Siryi.

„Znajdziemy ją.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>