Naissant roz 17. Owca w wilczej skórze

Neith wyprostowała się na twardej ławie i przestała płakać. Usłyszała skrzypnięcie, jakby ktoś otwierał duże i ciężkie drzwi. Za chwilę zamknęły się z cichym trzaskiem. Powolne, uderzenia w posadzkę oznaczały, że ktoś się do niej zbliżał. Nie miała pojęcia kim może być owy przybysz. Być może był to ten chudy człowieczek, który ją porwał? Słuchając zauważyła jednak, że ta osoba chodzi w inny sposób. Tamten stawiał krótkie, szybkie kroki, jakby był w ciągłym pośpiechu. Ten chód był flegmatyczny, równomierny, wręcz majestatyczny.

„Kto to może być? Może ktoś mnie znalazł? Uwolni mnie! A jeśli nie? Jeśli to ktoś, kto chce mnie zabić? Ale przecież kto chciałby to zrobić? Niby czemu?! Kim ja tu jestem, żeby mnie porywać i zabijać?” – po jej głowie krążyło pełno tego typu myśli.

Poczuła jak ława, na której siedziała lekko ugina się. Najwyraźniej osoba, która weszła do budynku usiadła obok niej. Wstrzymała oddech i czekała.

Gael przez chwilę wpatrywał się w wyrzeźbione w ścianie postaci. Następnie odwrócił się i spojrzał na związaną dziewczynę.

„Odwróć głowę.” – powiedział łagodnie.

Neith drgnęła słysząc skierowaną do niej komendę. Głos przybysza wydał się jej dźwięczny i zupełnie niegroźny. To ją nieco uspokoiło.

„Co chcesz zrobić?” – spytała.

„Zdjąć ci opaskę z oczu.” – usłyszała w odpowiedzi. Posłusznie więc odwróciła głowę i po chwili poczuła jak materiał okalający jej czaszkę opada. Mrugnęła kilka razy oczami, by przyzwyczaić się do mroku panującego w pomieszczeniu. Bardzo powoli rozejrzała się używając samych źrenic. Nadszedł czas, by przekonać się kim jest jej towarzysz. Pomału przekręciła głowę. Jej oczom ukazał się młody chłopak w przemoczonym ubraniu. Siedział swobodnie obok niej i zwijał materiał, który przed chwilą krępował jej widzenie.

„Dziękuję.”

Chłopak tylko skinął głową. Spojrzał na nią i uśmiechnął się łagodnie. Odpowiedziała tym samym. Przez jej ciało przebiegło uczucie ulgi. Przekonana, że za moment chłopak uwolni ją z reszty więzów wzięła kilka głębokich oddechów i zaśmiała się nerwowo.

„Myślałam, że przyszedłeś mnie zabić.”

Chłopak przygryzł dolną wargę.

„Niby czemu miałbym to zrobić?” – spytał filuternie.

„Właśnie nie wiem.” – Neith wciąż się śmiała. – „Czemu on mnie nie uwalnia?” – pomyślała nagle i spoważniała.

„Przyznaję, że chciałem.” – usłyszała i natychmiast powrócił do niej cały stres. – „To miałaś być ty.”

Nic nie rozumiejąc spojrzała na chłopaka.

„Wtedy. Kilka lat temu.” – Gael zauważył, że Neith nie ma pojęcia o czym mówi. Uśmiechnął się uświadamiając sobie, że dziewczyna nawet nie wie jak wygląda słynny Chenti. – „Mój ówczesny wspólnik, Orf, dźgnął mnie.” – zaczął swoją opowieść. – „Leżałem między budynkami wykrwawiając się. Plan był prosty. Miałaś mnie znaleźć i z właściwą sobie troską zacząć się mną zajmować. Kilka dni z moją urokliwą osobą miało cię kompletnie przekonać o mojej nieszkodliwości. Resztę planu znasz.”

Neith zesztywniała.

„Czy to możliwe? Czy to … ON?!”

„Niestety. Zamiast ciebie napatoczyła się ta tępawa blondyneczka, więc … co mogłem zrobić?” – Gael zaśmiał się i popatrzył Neith prosto w oczu.

Dziewczyna pisnęła. Chciała uciekać, zupełnie zapominając, że ma związane nogi. Poderwała się w górę, by za moment przewrócić się na posadzkę. Nie mogła zamortyzować upadku, więc mocno uderzyła się w głowę. Gael wstał pospiesznie z ławy i kucnął przy niej. Wziął za ramię i pomógł usiąść. Wyrwała mu się i lekko odsunęła, wciąż siedząc na ziemi. Usiadł obok niej.

„Ty psie!” – krzyknęła na niego.

„Nie nazywaj mnie psem.” – powiedział spokojnie. – „Tylko obrażasz te piękne i łatwowierne zwierzęta.”

„Nienawidzę cię!” – wrzasnęła Neith a jej głos rozniósł się po gołych ścianach pomieszczenia.

„Masz prawo.”

„Zabiłeś ją! Zabiłeś, ty …” – zatrzymała się szukając najbardziej obraźliwego epitetu, jaki znała.

Gael pokiwał głową.

„Zapewniam cię, że sama się na to zdecydowała!”

„Ale ją zmusiłeś!” – Neith w tym momencie było wszystko jedno. Będąc oko w oko z Chentim od razu zapomniała o jakiejkolwiek szansie na ucieczkę z tego miejsca. Umrze tu. To pewne. Ale przynajmniej przed śmiercią wykrzyczy mu prosto w twarz jak bardzo go nienawidzi.

„To prawda. Ciężko mi się oprzeć.” – Gael drażnił ją swoją obojętnością.

„Śmieć!”

Chłopak popatrzył na nią i spoważniał.

„Gwarantuję ci, że była zadowolona. Ta kilka dni, które spędziła ze mną dały jej więcej radości niż wszystkie poprzednie. Ze mną przynajmniej prawdziwie żyła, a nie tylko egzystowała pod kloszem oczekiwań swojej matki. Jeśli naprawdę tak ci zależy na jej pamięci, to powinnaś mi podziękować. Twoja przyjaciółka umarła bardzo szczęśliwa. I prawdziwie zakochana.” – zaśmiał się.

Po twarzy Neith płynęły łzy.

„Nie mów tak o niej.” – poprosiła cicho.

„Ale taka jest prawda!”

Neith skrzywiła się.

„Zabiłeś ją i nawet nie czujesz się winny.” – podsumowała

„Poczucie winy to bezużyteczna emocja. Poza tym, twoja koleżanka była bardzo naiwna, a naiwność czasami bywa niebezpieczna.” – przerwał, by przyjrzeć się Neith. Ta odwracała wzrok, by nie mógł patrzeć jej w oczy. – „Podobnie naiwny był twój braciszek.”

Dziewczyna spojrzała na niego z przerażeniem na twarzy.

„Nie zabiłem go.”

„Niby czemu mam ci wierzyć?”

„Póki co nie okłamałem cię ani razu.”

„Czego ode mnie chcesz?” – spytała po pewnym czasie.

„Chciałem cię zabić – to już chyba wyjaśniliśmy.” – odpowiedział grzecznie.

„Więc? Na co czekasz?” – Neith miała dość czekania. Chciała, by to wszystko się już skończyło.

Gael skrzywił się.

„Teraz, kiedy siedzisz tu, wystawiona jak na patelni … Jakoś zero w tym zabawy.”

Wytrzeszczyła oczy.

„Zabijanie to dla ciebie zabawa?”

„Hej! Nie jestem idealny; mam swoje wady. Ale przecież … ludzie z wadami są autentyczni, czyż nie?” – powiedział to w sposób, jakby z nią flirtował. Nie zareagowała. Zaczęło drażnić ją jednak, że czuje do niego fizyczny pociąg. Było w nim coś bardzo intrygującego. Szczególnie w jego oczach, temu starała się jak najmniej w nie patrzeć. Przez jakiś czas siedzieli w ciszy.

„Słuchaj.” – powiedział w końcu Gael. – „To nie ja jestem czarnym charakterem w tej historii.”

Dziewczyna zaśmiała się ironicznie.

„Naprawdę!” – mówił, jakby próbował się wytłumaczyć. – „Macie mi za złe to, co potrafię. Rozumiem. Ale nikt nie dał wam pozwolenia na ciągłe zabijanie mnie. W sytuacji, kiedy każda napotkana przez ciebie osoba chce zrobić ci krzywdę nie sposób nie opracować strategii obrony …”

„A jaką krzywdę wyrządziła ci Clementia, co?!” – przerwała mu Neith buńczucznie.

„Tu nie chodzi tylko o nią!” – rzucił Gael. – „Chodzi o całą sytuację. Kiedy zdobyłem to, czego wszyscy mi zazdroszczą, przyznaje, poczułem się niezwyciężony. Ale nie chciałem tego wykorzystywać przeciwko nikomu. Chciałem to mieć tylko dla siebie. By już nigdy nie musieć się niczego bać! Zbuntowałem się przeciwko śmierci, ale nagle cały świat obrał mnie na swój cel. Widzisz …” – przysunął się bliżej dziewczyny. – „Kiedy trwasz w tym buntowniczym, gniewnym okresie swojego życia, masz wszystko gdzieś. Ale to się kończy. Samo z siebie, lub ktoś, coś, do tego doprowadza. Wtedy zaczyna się ten inny, upiorny czas. Czas, w którym chcesz dokopać całemu światu, który wcześniej kopał ciebie. A czy przestępstwem jest walczyć o swoje?”

Neith nie odzywała się. Obserwując Chentiego zaczynała powoli go rozumieć. Nie chciała tego, ale docierało do niej, że on może mieć rację. Czyżby naprawdę był tylko ofiarą swojej umiejętności?

„To jednak nie zmienia faktu, że zabijałeś niewinne osoby.” – powiedziała.

Gael pokiwał głową przyznając jej rację.

„To prawda.” – odrzekł.

„I wciąż mam prawo cię nienawidzić.”

„Tak. Już to mówiłem. Ale ty nie nienawidzisz mnie.”

Neith spojrzała na niego zdziwiona.

„Nienawidzisz Chentiego. A ja mam na imię Gael. Chenti to tylko moja maska.”

„Nie rozumiem.”

„To jego macie nienawidzić. Na niego polować. To on ma spędzać wam sen z powiek. Gael jest inny. Jego nie znasz, więc go nie oceniaj.”

„Chcesz powiedzieć, że co?! Że mam ci wybaczyć zabicie Clementii, bo nagle przedstawiasz mi się innym imieniem?”

„Nie innym. Prawdziwym.”

„I co teraz?” – Neith spytała bardziej samą siebie. Gael podniósł wzrok i spojrzał na nią. Deszcz przestał już padać a przez wąskie okna zaczęło wpadać do budynku coraz więcej światła.

„Nie wiem.” – odpowiedział. – „Miałem plan. Miałem to wszystko poukładane, ale …” – zawiesił głos. Westchnął ciężko. – „Powoli mi się odechciewa.”

„Czego?” – nie wiedziała czemu zadała to pytanie.

Gael nic nie powiedział. Wstał z podłogi i przeszedł kilka kroków wzdłuż nawy, obok której siedzieli. Podszedł do jednego ze stołów i zatrzymał się przy zapalonych świecach. Opierając się dłońmi o blat zaczął przyglądać się płomieniom. Dotychczas paliły się równo, ale teraz, ganiane jego oddechem, rozpoczęły powietrzny taniec. Odsunął się, by wróciły do poprzedniego, jednolitego żaru.

„Nie mogę cię wypuścić.” – powiedział w końcu. Neith drgnęła. – „Mun musi dostać nauczkę.”

„Przecież nic ci nie zrobił …” – zaczęła dziewczyna błagalnym tonem, ale urwała. – „Prawda?” – zapytała drżącym głosem. Gael uśmiechnął się.

„Ale chciał. Chciał tego, co wszyscy. Nie puszczam tego płazem. Zamiast życia, zabrałem mu ciebie.”

„Mun chciał cię zabić?!” – Neith nie dowierzała temu, co słyszy. Gael oderwał wzrok od świec i skierował na nią.

„Czemu cię to dziwi?” – spytał.

„Bo on … a ja wiem …” – zawahała się. – „Bo to głupie. A on nie jest głupi.”

„Szkoda więc, że nie skonsultował tego z tobą. Może uniknęlibyśmy tej niezręcznej sytuacji.”

„Ale … nic nie rozumiem.” – Neith załamałaby ręce, gdyby nie były związane.– „Po cholerę, by mu to było?”

Gael wzruszył ramionami.

„Mnie nie pytaj. To twój brat.”

Po chwili Neith skrzywiła się i pokiwała głową ze zrezygnowaniem.

„Na pewno dla niej.” – powiedziała zdegustowana. – „Nie mógł znieść faktu, że siedzi na dupie podczas gdy Gotus robi za żołnierza. Na pewno!”

Gael nie odzywał się, tylko przysłuchiwał jej słowom z lekkim uśmiechem na twarzy.

„Czemu wy tacy jesteście, hm?!” – rzuciła w jego stronę Neith. – „Czemu musicie zgrywać bohaterów i napinać się jak koguty za każdym razem kiedy jakaś lalunia wkroczy na scenę?!”

„Czyżbym wyczuwał zazdrość?” – zapytał Gael przedrzeźniającym tonem. Podszedł bliżej dziewczyny i usiadł na podłodze, tuż obok niej.

„Nie!” – obruszyła się. Jednak czując na sobie świdrujący wzrok chłopaka nie wytrzymała napięcia. – „Tak. Ale …”

„Co ale?”

„No … nie wiem.”

„Wiesz. Powiedz mi.” – zachęcił.

Neith zwlekała.

„Po … prostu …”

„Wiesz. Mężczyzna ma swoje potrzeby …” – spróbował wytłumaczyć.

„Fuj! Zamknij się!”

Gael zaśmiał się.

„Nikt ci nie opowiadał jeszcze o pszczółkach i motylkach?” – przekomarzał się.

„Opowiadał durniu! Po prostu ostatnią rzeczą, którą chce sobie teraz wyobrażać jest Mun bzykający się z tą …” – Neith była zniesmaczona.

„Ale trzeba przyznać, że chłopina ma świetny gust.” – powiedział Gael rozmarzonym tonem.

Dziewczyna zrobiła niezadowoloną minę.

„Ty też?! Chyba każdy facet na tym świecie się w niej buja! Zresztą, nikt cię nie pytał!”

Gael wciąż się uśmiechał.

„Więc o to chodzi …” – zawiesił głos.

Neith spojrzała na niego „spod byka”.

„O co?”

„Nie. Nic.”

„No powiedz!”

„Nic takiego.”

„Co?! Do jasnej cholery, powiedz mi albo …” – urwała.

Gael tylko spojrzał na nią wzrokiem pytającym: „Albo co?” i znowu się zaśmiał.

„Nie zazdrościsz jej tego, że jest z Munem. Zazdrościsz tego, że się nią interesują.” – wyjaśnił niczym lekarz stawiający diagnozę.

„Nie.” – od razu przerwała mu Neith.

„Okej. Widocznie się pomyliłem. Znasz się lepiej niż ja ciebie.”

Przez chwilę siedzieli w niezręcznej ciszy. Tzn. była ona niezręczna dla Neith. Gael wręcz rozkoszował się w duchu sytuacją, do której doszło. Podniósł rękę i zmierzwił włosy, by sprawdzić jak bardzo są jeszcze mokre.

„Po tym jak zabiłeś Menti …” – zaczęła w końcu Neith. – „Obiecałam sobie, że nigdy się nie zakocham.”

Gael skinął głową dając jej do zrozumienia, że słucha. Kiedy dłuższy czas dziewczyna nie podjęła tematu, spytał:

„I …, udało się?”

Neith lekko zadrżała.

„Tak … i nie. Nie proś, żebym tłumaczyła, bo to tak bardzo babska rozkminka, że nic nie zrozumiesz. Wierz mi. Sama nie rozumiem. Bo ja bym chciała, żeby tak czasami na mnie ktoś patrzył, ale … jak już patrzy to się boje, i uciekam. Nie dosłownie oczywiście, tylko taka zimna się robię. Niedostępna. A później żałuję. I tak w kółko. I sama już nie wiem … Bo na przykład jest taki gość, co go … lubię.” – Neith poczuła jak się czerwieni. – „Ale później jak wyobrażam sobie, że jak inni by wiedzieli. I Mun by wiedział … A ja nie chce, żeby on wiedział. Poza tym …” – zaczerpnęła powietrza. – „ … później, by nie wyszło, i tylko niezręcznie zawsze wtedy jest. A w ogóle obiecałam sobie i nie mogę. Jestem głupia.” – skończyła i opuściła nisko głowę chcąc schować ją w dłoniach, ale nie mogła ich dosięgnąć przez krępujące ją sznury.

Gael słuchał z szeroko otwartymi ustami a kiedy skończyła pokiwał głową z niedowierzaniem.

„Masz rację. Nic nie rozumiem.” – wybuchnął śmiechem. Neith przez moment zwlekała. Po chwili nie wytrzymała i teraz oboje głośno zanosili się ze śmiechu, a ich głosy odbijały się dudniącym echem po całym budynku.

„Czasami nawet chciałam, żeby ktoś ja zabił.” – powiedziała w końcu dziewczyna.

„No proszę!” – Gael udał oburzony ton. – „Hipokrytko! A do mnie to z pretensjami za wszystko …”

„To co innego!” – chciała wytłumaczyć.

„Niby jak? Słucham.”

„Bo ja tylko czasami chcę … chciałam.” – szybko się poprawiła. – „ … ale jakby przyszło co do czego, to przecież bym tego nie chciała.”

„To chciałabyś, czy nie?” – Gael był zagubiony.

„Spadaj!” – Neith skończyła temat.

„Mogę udać, że ci uciekłam. No wiesz, że spałeś, a ja się uwolniłam z więzów i uciekłam. Wtedy nikt, by nie wiedział, że mnie wypuściłeś!” – wskazała na swoje związane ręce.

Gael pokiwał głową.

„Nic z tego.” – skwitował.

„Więc, co ze mną zrobisz?”

„Jeszcze nie wiem. Mun porwał Heroxa i przetrzymywał go związanego gdzieś na pustkowiu. Mogę zrobić to samo z tobą, w ramach zemsty. Drugą opcją jest cię zabić, ale tego nie chcemy, prawda?” – wyliczał, a Neith przytaknęła mu ochoczo w tym momencie. – „Mogę też zabrać cię ze sobą, ale wydajesz się nieporęczna. Narobiłabyś pewnie za dużo wrzasku i jesteś zupełnie niepotrzebna. Bez obrazy.” – dodał po chwili.

„Jasne. To ostatnie to historia mojego życia.” – skwitowała pod nosem.

„I musisz być grzeczna, bo jeśli nie będziesz, to rozważę czwartą opcję.” – Gael pogroził jej palcem.

„Co masz na myśli?”

„Zostawić cię z Heroxem.” – wyszczerzył zęby naśladując uśmiech swojego kompana.

„Z tym rozczochranym?!” – skrzywiła się Neith. – „To już wolę zostać z tobą.” – powiedziała i ugryzła się w język.

Gael obrzucił ją zalotnym spojrzeniem. Znowu poczuła jak się czerwieni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>