Naissant roz 18. Gniew

Gotus stał z założonymi rękami i przyglądał się siedzącemu w oddali chudemu mężczyźnie. Wiedział, że jego ofiara nie ma pojęcia o tym, że jest obserwowana. Teraz musiał tylko obmyślić jakiś sprytny plan zbliżenia się do Heroxa, tak, by ten nie zorientował się zbyt szybko. Znajdował się dużym placu i zaatakowany bezpośrednio miałby sporo miejsca, i czasu, by uciec.

Mężczyzna pamiętał, jak jego wspólnik, Rayos, zranił Heroxa w nogę, więc chudzielec powinien mieć problemy z szybkim poruszaniem się. Jednak, tuż po zabiciu Siryi hasał jak sarenka.

„Coś tu nie pasuje …”

Gotus żałował, że nie ma z nim Rayosa. Zamiast niego musi radzić sobie z Munem, który w sprawach takich jak ta, działał ewidentnie bez myślenia.

Jakby na potwierdzenie tych myśli mężczyzna najpierw usłyszał łoskot ciężkich przedmiotów uderzających o ziemię a następnie pospieszne kroki. Nim zdążył się zorientować Mun minął go, i rozpędzony ruszył w stronę Heroxa.

Gotus darował sobie krzyczenie. Nie zastanawiając się ani chwili wdał się w pościg.

Herox usłyszał jak ktoś gniewnie woła jego imię. Otworzył oczy i odwrócił się. Kiedy zobaczył zbliżających się w jego kierunku dwóch barczystych mężczyzn, których, na swoje nieszczęście od razu rozpoznał, poderwał się z miejsca i zaczął uciekać. Po kilku krokach zorientował się, że strzelba, którą posiadał została za ziemi. Zawrócił się, by ją zabrać i to go zgubiło. Pierwszy z mężczyzn dopadł do niego i powalił na ziemię. Herox próbował się wyrwać, ale jego oprawca był dużo silniejszy. Usiadł okrakiem na chudym mężczyźnie i zaczął okładać jego twarz kolejnymi ciosami, wykrzykując jakieś niezrozumiałe słowa.

Gotus podbiegł do Muna, złapał go za koszulę i ściągnął z Heroxa.

„Uspokój się!” – zawołał.

Mun wstał z ziemi i mocno odepchnął Gotusa.

„Co ty robisz?! Kogo ty bronisz?!” – krzyknął.

Gotus nie zareagował na te słowa. Złapał Heroxa za ubranie i postawił na równe nogi.

„Zostaw go.” – powiedział go Muna. – „Złapaliśmy go.”

Mun cały roztrzęsiony odwrócił się i schylił po strzelbę.

„Wiesz co zrobię?!” – wrzasnął w stronę Heroxa. – „Wsadzę ci to w dupę i wypalę!”

Herox zadrżał. Gotus pokiwał głową.

„Mało pomysłowe, ale skuteczne.” – skwitował.

Mun załamał ręce z głośnym jękiem.

„O co ci teraz chodzi?” – spytał go Gotus.

„Czemu mam wrażenie, że ciebie to nie obchodzi?”

„Co?”

„To!” – Mun rozłożył szeroko ręce. – „To wszystko! Sirya!”

„Zabicie Heroxa nam jej nie przywróci!” – przerwał mu Gotus. – „Pomyśl trochę!”

„Myślę! Myślę tylko o tym, by zabić tego gnoja!” – Mun podniósł strzelbę i wycelował, ale Gotus swoim ciałem zasłonił Heroxa.

„Debilu!” – wrzasnął. – „Jeśli go teraz zabijesz, to nie będzie odwrotu!”

„Przecież nie powie nam gdzie jest Neith! Z niego ciężko cokolwiek wydobyć, doskonale o tym wiesz!”

„I tak żywy przyda się bardziej niż martwy.”

„Niby jak?!” – krzyczał Mun wciąż trzymając strzelbę w pogotowiu.

Gotus przewrócił oczami.

„I właśnie temu żałuje, że nie ma tu Rayosa.” – rzucił zirytowany. Mun opuścił broń i popatrzył na niego pytająco.

„Chenti ma Neith, a my Heroxa, tak?” – zaczął Gotus tonem jakiego używa nauczyciel, który tłumaczy najprostszą rzecz mało bystremu uczniowi. – „Co zrobi, jeśli dowie się, że go zabiliśmy?” – zatrzymał się i patrzył świdrująco na Muna, który zrozumiał dokąd zmierza jego rozmówca. – „No właśnie, Einsteinie! Zabije ją!”

„Co więc proponujesz?”

„Wymianę. Herox za Neith.”

„Czemu myślisz, że Chenti na to przystanie?”

„Nie wiem, czy przystanie, ale to na razie najrozsądniejsze, co możemy zrobić.”

„Dobra.” – zgodził się Mun. – „Zostań z nim, a ja poszukam …”

Gotus otworzył szeroko oczy.

„Zapomnij!” – przerwał Munowi. – „Ty zostaniesz z Heroxem, a ja poszukam Chentiego.”

„Nie!”

„Nie kłóć się ze mną! Ty już raz z nim rozmawiałeś i jak się skończyło obaj wiemy! Tym razem ja się z nim spotkam, a ty popilnujesz naszego milusińskiego.” – uśmiechnął się nieszczerze do Heroxa, który odwzajemnił grymas.

Mun kiwał głową.

„Nie. Będzie lepiej, jeśli to ja z nim pogadam …”

Gotus westchnął ze zrezygnowaniem.

„Neith to moja siostra!” – krzyknął na niego Mun.

„I właśnie temu, to ja powinienem dowodzić misją ratunkową. Ciebie za bardzo nosi. Musisz posiedzieć i ochłonąć.”

„Nie chcę siedzieć i ochłaniać kiedy Neith jest w niebezpieczeństwie!”

„Przypominam ci, że stało się to przez ciebie!”

Teraz, kiedy wybuchła regularna kłótnia między mężczyznami obaj wrzeszczeli na siebie wykrzykując wszystko, co chcieli sobie powiedzieć od momentu poznania.

Herox stał oszołomiony przyglądając się temu obrazkowi. Przeskakiwał oczami z Gotusa na Muna i z powrotem. Obaj darli się w niebogłosy i wymachiwali rękami. Wtedy właśnie chudzielec zdał sobie sprawę, że Gotus nie trzyma go już za koszulę.

Herox wstrzymał oddech i zrobił malutki krok w tył. Odczekał sekundę i zrobił to samo. Nie odrywał wzroku od kłócących się mężczyzn, więc widział wyraźnie, że żaden z nich nie zwraca na niego uwagi. Odszedł jeszcze kilka malutkich kroczków.

Skołowany faktem, że ani Mun ani Gotus nie zauważyli jego ruchów przyglądał się im jeszcze przez chwilę. Po czym wzruszył ramionami. Bardzo szybko odwrócił się i zaczął uciekać.

„Kurwa!” – krzyknęli jednocześnie, kiedy zorientowali się, że więzień im ucieka. Puścili się biegiem za Heroxem, który dobiegł już do końca placu i zniknął w uliczkach między zgliszczami betonowych budynków.

„Biegnij za nim!” – wrzasnął Gotus do Muna wskazując zaułek, w którym zniknął Herox. Sam odbił nieco w prawo i ruszył inną z uliczek.

Mun niewiele myśląc wykonał rozkaz.

„Herox!” – ryknął a jego głos sprawił, że budynki zadrżały. Przeciskając się między wąskimi przejściami podążał śladami, które widział na ziemi. Nie miał pojęcia gdzie jest Gotus, i czy w ogóle, wciąż bierze udział w pościgu. Nie myślał o tym jednak.

Kiedy dobiegł do rozwidlenia zaczął rozglądać się we wszystkie strony, ale nigdzie nie mógł dostrzec Heroxa. Już myślał, że go zgubił, kiedy zobaczył rozczochraną czuprynę podskakującą tuż ponad zawaloną ścianą jednego z budynków. Znowu głośno krzyknął imię uciekiniera i ruszył w pościg. Mijał kolejne ruiny zniszczonych budynków, aż w końcu, on i Herox stanęli oko w oko. Niestety, dla Muna, dzieliła ich odległość kilkunastu metrów. Mężczyzna zobaczył tylko jak Herox wyszczerza w jego stronę zęby i zaczyna uciekać wzdłuż alejki prowadzącej ku wyjściu z betonowego labiryntu.

Mun miał niewiele szans na dogonienie swojego zbiega i zorientował się o tym dość szybko. Już po kilku metrach zobaczył jak Herox dobiega do wyjścia. Jeśli przez nie przebiegnie znajdzie się blisko miasta a tam zniknie na pewno. Tak jak Chenti zawsze nagle znika. Widział jak chuda sylwetka dobiega do końca uliczki i nagle pada jakby rażona piorunem.

Aż zahamował i zrobił dwa kroki w tył. Nie wiedział co lub kto powaliło Heroxa, ale mogło też być niezbyt przyjazne dla niego. Natychmiast jednak skrzywił się.

„Ależ oczywiście …” – pomyślał.

Zobaczył jak Gotus podchodzi do Heroxa i podnosi go z leżącego.

„Jakiś ty piękny …” – syknął z przekąsem patrząc na brudną we krwi i piachu twarz chudzielca. – „Ucieknij jeszcze raz, a przemodeluję ci tę facjatę!”

„To następnym razem lepiej mnie pilnujcie.” – rzucił Herox. W tym czasie podszedł do nich Mun.

„Daj strzelbę.” – poprosił go Gotus wyciągając rękę.

„Nie mam.” – Mun rozłożył ręce.

Gotus oderwał oczy od Heroxa i utkwił wzrok w drugim mężczyźnie.

„Jak to nie masz?!”

„Widocznie ją upuściłem jak zaczęliśmy go gonić.”

Gotus nie mógł uwierzyć własnym uszom.

„Chcesz mi powiedzieć, że jedna strzelba leży na środku placu za tymi budynkami …”

Mun tylko kiwnął głową.

„A te, które prosiłem cię, żebyś przyniósł wcześniej?”

Mun chwilę się zawahał.

„Leżą po drugiej stronie placu.” – powiedział. Gotus jakby miał na czym, to by teraz przysiadł. – „Upuściłem je, jak go zobaczyłem.”

„Pewnie! Zostawiaj wszystko, co może się nam przydać na ziemi! I co ja mam z nim teraz zrobić?!” – wrzasnął Gotus pokazując na Heroxa. – „Mam tu siedzieć i grozić mu palcem?!”

„Daruj sobie!” – odkrzyknął Mun. – „Wszyscy już wiemy. Ty jesteś bohaterem i wojownikiem a ja mam tylko potakiwać i słuchać rozkazów wielkiego wodza Gotusa …”

„To ty sobie daruj!

„Dźwigając całe to żelastwo na pewno byśmy go nie złapali!” – Mun nie wiedział czemu próbuje się wytłumaczyć.

„Wy chyba się nie lubicie …” – wtrącił się Herox.

„Naprawdę? Po czym wnosisz?” – Gotus był zirytowany.

Herox wzruszył ramionami.

Przez jakiś czas nikt się nie odzywał. Gotus i Mun stali naprzeciw siebie i unikali swoich spojrzeń, a Herox przyglądając się im uważnie zaczynał układać kolejny plan ucieczki.

„Okej, wracamy.” – powiedział w końcu Gotus.

Mun nie odezwał się.

„Całą trójką, grzecznie …” – tu Gotus spojrzał na Heroxa. – „… wrócimy na plac po strzelbę i po nasz ekwipunek. Chyba, że masz lepszy pomysł?” – teraz z udawaną uprzejmością zwrócił się do Muna.

Ten spojrzał mu prosto w oczy a po chwili pokiwał głową dając do zrozumienia, że nie ma żadnych obiekcji.

Gotus złapał Heroxa powyżej łokcia prawej ręki i pociągnął za sobą. Mun ruszył za nimi. Wracali tą samą trasą, której wcześniej Gotus użył do wyprzedzenia Heroxa przy próbie ucieczki do miasta.

„Czemu mu pomagasz?” – Herox spytał Gotusa.

Nawet Mun nastawił uszy, by poznać odpowiedź, ale ta nie padła.

„A gdzie ten twój rudy wspólnik?”

Gotus nie reagował.

„Jeśli go wymieniłeś na tego osiłka, to nie był to dobry pomysł. Może i ma siłę, ale chyba nie należy do najmądrzejszych.”

Gotus szarpnął Heroxa mocno za ramię i zbliżył swoją twarz do jego.

„Zamknij się! Ostrzegam cię, zamknij się! Żyjesz tylko temu, że zabroniłem mu cię zabić. Ale wyprowadź mnie z równowagi choć na moment, a zostawię cię w jego rękach. I uwierz mi! Stanę z boku i będę z radością obserwował każdą krzywdę jaką ci zrobi.” – przerwał by złapać oddech. – „Jakieś pytania?”

Herox kiwnął głową na boki i dalej ruszyli w drogę.

Kiedy doszli na plac, Gotus skinął na Muna, by ten podniósł strzelbę. Mężczyzna jednak zamiast samemu wycelować w Heroxa podszedł i podał broń swojemu towarzyszowi.

„Ja pójdę po resztę żelastwa.” – wytłumaczył.

Gotus wziął pistolet i wycelował go w Heroxa. Obserwował jak Mun wychodzi poza plac i szuka porzuconego ekwipunku.

„Gdzie Chenti ją trzyma?” – spytał spokojnym tonem.

„Nie powiem.”

Gotus uśmiechnął się pod nosem.

„Nie odpowiadanie mi może wyprowadzić mnie z równowagi …”

„Wiem.” – stwierdził Herox. Gotusa zdziwiło, że jest tak opanowany.

„Nie słyszałeś co ci wcześniej powiedziałem?”

„Słyszałem.”

„Więc?”

„Nie pierwszy raz ktoś mi grozi.” – Herox wyszczerzył żeby w swoim stylu. – „Chenti mnie nauczył.”

„Czego?” – Gotus aż zesztywniał. – „Czyżby Chenti nauczył go jak zmartwychwstawać?” – pomyślał.

„Że jeśli byście chcieli mnie zabić, to zrobilibyście to od razu. A jednak wciąż żyję. To oznacza, że jestem wam potrzebny, by znaleźć go i tę dziewczynę. Więc możesz mi grozić ile wlezie. Nie boję się.”

„Czemu więc zamknąłeś jadaczkę jak na ciebie nawrzeszczałem po drodze?” – zdziwił się Gotus.

„Bo się wystraszyłem. Ale wtedy przypomniało mi się, co mówił Chenti.” – Herox zaśmiał się.

W tym czasie podszedł do nich Mun i rzucił na ziemię torbę pełną najróżniejszej broni. Były tam pistolety różnego kalibru a także broń biała.

„O czym gadacie?” – spytał.

„O tym jak bardzo nie możecie mnie zabić.” – odpowiedział Herox. Mun spojrzał zdziwiony na Gotusa a ten wzruszył ramionami.

„Herox zmądrzał od naszego ostatniego spotkania.” – skwitował.

„Najwyraźniej.” – Mun jednak nie był przekonany. – „A niby czemu nie możemy tego zrobić?”

„Bo jestem wam potrzebny.”

„Do czego?”

„By znaleźć Chentiego …”

„Przecież jego można znaleźć tylko wtedy jeśli on tego chce, czyż nie tak?” – Mun próbował pociągnąć Heroxa za język.

„Tak.”

„Więc nie jesteś nam potrzebny.” – podsumował Mun ze spokojem w głosie.

„Jak to?” – zdziwił się Herox.

„Po prostu. Skoro on tego nie chce, to możemy cię tu torturować, a nigdzie nas to nie zaprowadzi.”

Gotus spojrzał podejrzliwie na Muna. Zaczął zastanawiać się, co planuje jego towarzysz.

„Więc tak sobie myślę … może powinniśmy zrobić coś, by Chenti zechciał, byśmy go znaleźli. Albo lepiej – by to on nas znalazł.”

„Co masz na myśli?” – spytał Herox głośno a Gotus w myślach.

„Jeśli cię zabijamy znajdzie nas, by się zemścić.” – wytłumaczył Mun spokojnie.

Gotus przełknął ciężko ślinę i spojrzał na Heroxa, który teraz wystraszył się.

„Chyba nie pozwolisz mu tego zrobić?” – rozczochrany mężczyzna spojrzał na niego. – „Jestem wam potrzebny. Jak mnie zabijecie, to Chenti …”

„Zabije Neith?” – wciął mu się Mun. – „Tak sobie pomyślałem … skąd możemy mieć pewność, że ona jeszcze żyje?”

„Dobre pytanie.” – pomyślał Gotus i zrugał się za to, że od razu założył, że Neith nie jest już martwa.

„Żyje!” – krzyknął Herox. – „Ta mała lalunia wciąż żyje!”

„Czemu mamy ci wierzyć?” – spytał Gotus.

„Chenti nie zabiłby jej tak od razu!” – zaczął tłumaczyć Herox.

„Siryę zabił!” – głos Muna był spokojny, ale w jego oczach zaczął szaleć gniew, kiedy wspomniał imię swojej ukochanej.

„Nie! Chenti jej nie zabił!”

„Ty ją zabiłeś – wiem, ale na jego polecenie.”

„Nie!”

„Jak to nie?” – zainteresował się Gotus. – „Chenti nie kazał ci zabijać Siryi?”

Herox przełknął ciężko ślinę. Wiedział, że wkopał się po uszy. Jeśli przyzna się do zabicia długowłosej dziewczyny z własnej woli ci dwaj na pewno go zatłuką na śmierć. Jeśli jednak zwali winę na Chentiego, nie będzie mógł ich przekonać, że ta druga dziewczyna wciąż żyje, więc i tak go zabiją. Spojrzał prosząco na Gotusa. Ten nie reagował. Uważnie przyglądał się Munowi, w którym krew zaczęła się gotować.

„Zabiłeś ją na jego rozkaz, czy nie?” – syknął Mun. Jego głos zaczynał już drżeć.

„Ja …” – zaczął Herox, ale nie skończył. Mun rzucił się na niego z głośnym krzykiem. Przydusił chudego mężczyznę do ziemi i zaczął okładać jego twarz pięściami. Robił to, co zaczął jakiś czas temu.

Tym razem jednak Gotus mu nie przeszkadzał. Odsunął się lekko i stał skamieniały patrząc na egzekucję, której Mun dokonywał an Heroxie.

Wiedział, że to ogromny błąd, którzy może kosztować Neith jej życie. Ale nie miał sumienia teraz przerywać towarzyszowi. Zupełnie inaczej patrzył na Heroxa, myśląc, że ten wykonywał polecenia Chentiego. Będąc przekonanym, że chudzielec to tylko kolejna marionetka w rękach tego demona łatwiej mu było znosić jego obecność. Teraz jednak, wiedząc, że Chenti nie miał do czynienia ze śmiercią Siryi nie mógł już chronić Heroxa, kiedy Mun przerabiał jego twarz w krwawą miazgę.

Po pewnym czasie, kiedy ciało Heroxa przestało drgać, ocknął się z letargu i podszedł do Muna. Pomógł mu wstać.

Mężczyzna cały się trząsł a po jego policzkach płynęły łzy. Popatrzył na swoje dłonie, które były pobrudzone krwią i odłamkami czaszki Heroxa. Opuścił ręce i zwrócił twarz w stronę Gotusa.

Ani jeden ani drugi nic nie powiedzieli.

Stało się. Będą musieli jakoś wybrnąć z tej sytuacji bez Heroxa.

I będą musieli znaleźć Chentiego zanim ten dowie się o śmierci swojego wspólnika.

„Musimy iść.” – powiedział cicho Gotus kładąc dłoń na ramieniu Muna. – „Nikt nie może nas zobaczyć z tym trupem.”

„Obawiam się, że jest za późno.” – głos mężczyzny był cichy i wyrażał zrezygnowanie. Gotus spojrzał na niego zdziwiony. Za moment podążył wzrokiem w kierunku, który Mun wskazał brodą. Odwrócił się i zaklął pod nosem.

W niewielkiej odległości od nich stała przypominająca małpę poczwara o oślizgłej skórze i wielkich łapach. Zawyła głośno, i jakby przywołane tym wyciem, zza budynków wyłoniły się dwa takie same stwory. Zaraz po nich na plac wkroczył Orkus.

„Panowie.” – przywitał się, kłaniając się lekko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>