Archiwa kategorii: Film na dziś:

Film na dziś: Vampires Suck, 2010

Może jest coś ze mną nie tak, ale mnie ten film ubawił :)

Wiadomo, że i tak wybitnie hejtowany Zmierzch był łatwym celem, więc powstanie jego parodii było kwestią czasu. Co udało się twórcom Vampires suck, to nabijanie się z pierwowzoru, ale jednoczesne pozostanie w podobnym klimacie całości. Jenn Proske lepiej zagrała Kristen Stewart grającą Bellę niż Kristen Stewart zagrała Bellę. Z Edwarda (Matt Lanter) i Jacoba (Chris Riggi) naśmiewano się już w klasyczny sposób, bez postarania się o zaskoczenie widza, chociaż muszę oddać, że Jacob wybitnie mnie śmieszył z tym ciągłym zdejmowaniem koszuli albo zamianą w cziłałę.

Durny ten film, bo durny. Są dużo lepsze komedie z gatunku parodia (są też i dużo gorsze). Ale jak się komuś nudzi to może wypróbować.

Film na dziś: Duchy ze szkolnej ławki (Promoción fantasma) 2012

Modesto (Raúl Arévalo) jest nauczycielem, który widzi duchy. Ta umiejętność sprawiła, że nie tylko wydał fortuny na psychologów, ale także tracił pracę w każdej kolejnej szkole, w której się zatrudniał. W końcu trafia do Monforte, gdzie zaczyna pracować z piątką uczniów, którzy zamieniają szkołę w istne piekło. Modesto musi pomóc im zaliczyć egzaminy końcowe, by mogli wreszcie opuścić szkołę. To nie będzie jednak proste, gdyż owi uczniowie nie żyją od dwudziestu lat. (opis bezczelnie skopiowany w filmwebu, bo sama tam go dodałam :D )

Dzieło, które zmieni historię kina to to nie jest. To nawet nie jest niedoceniany obraz zagubiony między mainstreamowym shitem. To jest lekki, niezobowiązujący film, bazujący na typowych dla komedii na niedziele popołudnie gagach, obowiązkowym ckliwym momencie zmieniającym dotychczasowe życie bohaterów i nawet nie próbujący udawać, że postaci piątki niesfornych uczniów nie zostały żywcem zerżnięte z Klubu winowajców. Co nie zmienia faktu, że obniżając wymagania do minimum podczas seansu można całkiem sympatycznie spędzić czas, a panowie na pewno nie będą kwękać mogąc popatrzeć sobie na śliczną Andreę Duro.

Film na dziś: [Rec] 2007

Pablo, graba lo todo, por tu puta madre!

W 2007 roku Hiszpanie udowodnili, że jak oderwać ich na trochę od piłki nożnej to potrafią nagrać świetny film. Do kin wszedł, pod treściwym tytułem, Rec, w którym zaproponowali własne spojrzenie na gatunek horroru. Co prawda nagranie z ręki, to nie nowość, jednak sposób gry i drobne niuanse scenariuszowe wyróżniają Rec spośród podobnych mu filmów.

Kiedy dwoje dziennikarzy lokalnej telewizji zaczyna kręcić dokument o nocnym życiu strażaków w Barcelonie, nic nie zapowiada katastrofy. Nudna noc dłuży się Ángeli i jej kamerzyście Pablo, do czasu odebrania zgłoszenia. Starsza kobieta zatrzasnęła się w swoim mieszkaniu i nie daje znaku życia. Zaniepokojeni sąsiedzi wzywając więc pomoc. Strażacy i dziennikarze udają się na miejsce, a tam …

Rec to film krótki, ale treściwy. To thriller/horror, w którym napięcie narasta stopniowo, aż do samego końca. To film, gdzie bohaterowie próbują nie zachowywać się irracjonalnie, a nawet jeśli to robią to idzie im wybaczyć. To w końcu film, który ubiera nas w buty bohaterów, tak, że doskonale czujemy ich strach (i często go podzielamy). W końcu, to film, który mimo powielenia kilku schematów gatunku jest oryginalnym i świeżym spojrzeniem na tematykę zombie oraz survivalu w klaustrofobicznym otoczeniu. Rec to film, który zdecydowanie polecam!

Film na dziś: Twierdza (The Rock) 1996

Więzienie Alcatraz dziś służy jako atrakcja turystyczna. I to właśnie to miejsce generał Hummel (Ed Harris) wybiera na centrum dowodzenia swojej ostatniej misji. Bierze zakładników i żąda wysokiego okupu. Jeśli jego żądania nie zostaną spełnione wystrzeli w stronę San Francisco rakiety wypełnione śmiercionośnym gazem. Grupa marines, spec od broni chemicznych i jedyna osoba, której udało się uciec z Alcatraz łączą więc siły, by zapobiec tragedii.

Film Michaela Baya (Michael Baya od Transformersów) to jeden z najlepszych przedstawicieli gatunku amerykańskiego kina akcji z lat 90tych. Jest zabawnie, jest wzniośle, flaga łopoce na wietrze, a prezydent liczy się z dobrem pojedynczego obywatela swojego kraju. Razem z, niespecjalnie przygotowanym do walki w terenie gryzipiórkiem, Stanley’em Goodspeedem (Nicolas Cage) udajemy się do Alcatraz i u boku byłego agenta Jej Królewskiej Mości Jamesem Bondem Johnem Masonem (Sean Connery) podróżujemy od zera do bohatera ratując Stany Zjednoczone przed atakiem terrorystów. Film nie wymaga specjalnego myślenia, należy po prostu dać porwać się przygodzie. Jednak kilka rzeczy zasługuje na wyróżnienie. Przede wszystkim postać generała Hummela to ciekawe odejście od terrorysty Araba na rzecz wielokrotnie odznaczanego przez amerykański rząd żołnierza, który upomina się o pamięć poległych przyjaciół. Inna warta wyróżnienia rzecz to scena w sali z natryskami, od wymiany zdań miedzy dowódcami obu oddziałów aż do samego końca.

Twierdzę po prostu trzeba zobaczyć. Jeśli nie dla obsady czy muzyki Zimmera to przynajmniej dla faktu odnotowania, że Michael Bay robił kiedyś dobre filmy :)

Film na dziś: Obcy – decydujące starcie (Aliens) 1986

aliens1

Jeden z klasyków kina, do którego wracamy już od prawie 30 lat, i do którego będziemy za 30 lat wracać. Obcy – decydujące starcie (w oryginale Aliens), to druga część … ale tak serio? Naprawdę komuś trzeba przedstawiać ten film? Jednak, jeśli jakimś cudem ktoś jeszcze Obcego nie widział, to w skrócie. W pierwszej części ośmioosobowa załoga statku kosmicznego Nostromo musi stawić czoła tajemniczej formie życia (w liczbie: jeden osobnik). W drugiej części, jedyna ocalała z Nostromo, Ellen Ripley, z całym oddziałem colonial marines za plecami, stawia czoła tajemniczej formie życia w liczbie: zbyt wielu, by liczyć. Pierwsza część, w reżyserii Ridley’a Scotta to typowy slasher, tylko zamiast grupy nastolatków mamy załogę statku kosmicznego, zamiast domku na pustkowiu mamy owy statek komiczny a zamiast mordercy mamy … obcego :) Za kręcenie dwójki zabrał się James Cameron. Dumał on jak się wyróżnić, dumał i wydumał. I zrobił jeden z najczadowszych filmów jakie widziałam.  Obcy – decydujące starcie (jak się okazało, nie takie decydujące, bo po nim powstały jeszcze dwie części) różni się od swojego poprzednika. Na ekran wraca Ellen Ripley (Sigourney Weaver), ale nie jest już przestraszoną dziewczynką. Jak trzeba to łapie giwerę, a i na urzędasa potrafi się wydrzeć. Nie ugina się nawet przed całym oddziałem marines. A ci to już plejada osobistości: sierżant Apone (Al Matthews), dla którego zwykła owsianka jest wykwintnym daniem; kapral Dwayne Hicks (Michael Biehn), który za najlepszą grę wstępną uważa opowiadanie dziewczynom o swoim pistolecie (Ripley&Hicks – best love story ever!); szeregowiec W. Hudson (Bill Paxton), dla którego game over, man, game overa dalej Drake (Mark Rolston), Vasquez (Jenette Goldstein), Frost (Ricco Ross), Bishop (Lance Henriksen) i kilku innych. Aliens ocieka zajebistością. Ta scena:

  • jak Newt stoi w ścieku a zza niej z wody wyłania się ksenomorf 8-O
  • jak Hudson wywala cały magazynek w facehuggera :mrgreen:
  • jak Apone budzi swoich podopiecznych :lol:
  • jak radar pokazuje, że ksenomorfy są na tyle blisko, by być z nimi w jednym pomieszczeniu … i Hicks zagląda za kratę w suficie :-o
  • jak marines stroją sobie żarty a Ripley ich gasi opowieścią o Nostromo 8-)
  • itd.

Te teksty:

  • - Hey Vasquez, have you ever been mistaken for a man? – No. Have you?
  • Game over man, game over!
  • What are we supposed to use, man? Harsh language?
  • Get away from her, you bitch!
  • What do you mean, „*They* cut the power”? How could they cut the power, man? They’re animals!
  • We’d better get back, ’cause it’ll be dark soon, and they mostly come at night… mostly.
  • itd.

Takich filmów już nie robią … :( Jednak robili, a to najważniejsze :)

Film na dziś: La cara oculta (2011)

phj4qn6pjb7q

La cara oculta to thriller opowiadający historię młodego dyrygenta filharmonii (Quim Gutiérrez), który krótko po zaginięciu swojej narzeczonej (Clara Lago), układa sobie życie z inną kobietą (Martina García). I to właściwie wszystko, co powinniśmy wiedzieć zasiadając do tego filmu. Aby czerpać z niego najwięcej rozrywki, nie możemy, powtarzam, NIE MOŻEMY! czytać o nim w internecie, ani tym bardziej, oglądać trailera! Nie wiem kto tam w Hiszpanii odpowiada za te sprawy, ale zdradzić taki twist fabularny w krótkiej zapowiedzi filmu to zbrodnia. Ja miałam to szczęście, że kiedy oglądałam film nie wiedziałam o nim nic, poza tym, jakiej jest produkcji.

Muszę przyznać, że La cara oculta to udany thriller z, jak wspomniałam, bardzo dobrym zwrotem akcji, ciekawym pomysłem na fabułę i dającą do myślenia końcówką. Jak Ty byś się zachował? W każdej z tych sytuacji?

Film na dziś: Oskar

oskar

Próbując dotrzymać obietnicy danej ojcu na jego łożu śmierci, gangster Angelo Provolone szykuje się do rozpoczęcia legalnej działalności jako bankier. Tego samego dnia księgowy informuje go, że zwróci skradzione mu pieniądze w zamian za rękę jego córki; gosposia oświadcza, że odchodzi, córka informuje, że jest w ciąży a policja dwoi się i troi, by dopaść go na gorącym uczynku. I to wszystko gdzieś między marynarką a spodniami!

FIlm Johna Landisa z 1991 roku to druga już (po francuskiej z Louis’em de Funès) wersja sztuki Claude Magnier’a pod takim samym tytułem, przeniesiona na duży ekran. Tym razem w rolę gangstera próbującego zacząć wieść legalne życie wcielił się Sylvester Stallone. Ten sam Stallone, który przed premierą Oskara zdążył pięć razy zostać Rocky’m Balboą, trzy razy Johnem Rambo a porucznikiem Marionem Cobrą Cobretti i np. Ray’em Tango po razie. W całym zamieszaniu kroku, dzielnie, dotrzymują mu takie nazwiska jak Tim Curry, Marisa Tomei, Vincent Spano, Peter Riegert i Chazz Palminteri. Pomyłka goni pomyłkę, nieporozumienia produkowane są taśmowo, każda z postaci ma ciętą ripostę w zanadrzu, a czarne walizki krążą i krążą.

Oskar to dobrze napisana komedia, której humor nie oscyluje w wulgaryzmach a raczej na grach słownych (temu też polecam w oryginale lub z napisami). Świetna do oglądania z całą rodziną. Nie wiem ile razy widziałam Oskara, ale raz zdarzyło mi się oglądać film z dziadkiem, który … pokładał się ze śmiechu jak małe dziecko :)

Film na dziś: A-jeo-ssi (The Man From Nowhere)

fullsizephoto127496

Samotny, wycofany ze świata mężczyzna i dziecko, które swoją niewinnością kruszy lód jego serca. Do tego mnóstwo świetnej akcji, pościgi samochodowe, strzelaniny, pojedynki wręcz, dużo dobrego aktorstwa, elementy dramatu, zaskakujące zwroty akcji i rewelacyjna końcówka. Jeśli macie ochotę na to wszystko w jednym filmie to już teraz powinniście uzupełniać napoje, szykować kanapki i zasiadać do koreańskiej produkcji pt. A-jeo-ssi (The Man From Nowhere). Film Jeong-beom Lee z 2010 r. porównywany jest do takich tytułów jak Leon Zawodowiec czy Człowiek w Ogniu. Czy słusznie czy nie, ciężko jest mi oceniać (nie widziałam jeszcze tego drugiego). Koreańczycy mają w zwyczaju robić filmy po swojemu, nie zwracając uwagi na to, co znane i bezpieczne dla typowego widza Hollywood. Jednym się to podoba, innym mniej, ale na tym polega potęga ich produkcji. A-jeo-ssi był jednym z tych filmów, które rozpoczęły mój wielki zachwyt kinem z Korei. Spokojnie więc mogę go polecić tym, którzy nie są do azjatyckich filmów przekonani oraz tym, którzy dopiero zaczynają z nimi przygodę. Ci, którzy skośnookie produkcje znają i lubią prawdopodobnie „Człowieka znikąd” już widzieli :) Czemu polecam go początkującym? Fabuła nie jest trudna do zrozumienia, bohaterów niewielu i da się ich rozróżnić :) a poza tym film idealnie miesza to, co najlepsze u Koreańczyków i to, co znane i bezpieczne u Amerykanów. Do tego Bin Won, jako tajemniczy Tae-sik i niezwykle utalentowana, młodziutka Sae-ron Kim, jako jego sąsiadka, to dwie największe zalety filmu (obok końcowego pojedynku na noże  8-O).

Image and video hosting by TinyPic

Film z gatunku dramat/akcja w najlepszym wydaniu. Podskoczycie na krześle, wstrzymacie oddech, zasyczycie z bólu a na koniec będziecie mogli uronić łezkę (smutku czy szczęścia? oto jest pytanie :) )

POLECAM!