Archiwa tagu: a-jeo-ssi

Od zera do bohatera: Inspiring Generation

Tłum żądny krwi, przydymione światło, piasek unoszący się w powietrzu. Dwóch gości okłada się po twarzach. Jeden z nich łapie podpalony kawał drewna i próbuje uderzyć tego drugiego. Ten w sposób zwiastujący, że jest głównym bohaterem, zrzuca z siebie okrycie wierzchnie, z epickością zanurza je w nieopodal usytuowanej kałuży, używa tak oto powstałej broni do zneutralizowania płonącego pala, obezwładnia napastnika szybkim i zwinnym ciosem … Migają flashbacki lub flashforwardy (bo nie wiemy), słyszymy jak ktoś rozpaczliwie krzyczy „Gaja!”, krew tryska … wracamy na arenę. Nasz bohater świętuje z tłumem wygraną, by za moment dostać znienacka w głowę i przegrać z kretesem … Bohater upija się w barze, przychodzi drab, który go znokautował na arenie „Pozwoliłeś mi wygrać!”, krzyczy. Zaczyna się kolejna bójka … Bohater obezwładnia draba bez wystąpienia kropli potu na czole … Pojawia się tajemnicza postać …

Image and video hosting by TinyPic

I przenosimy się kilka lat wstecz.

Continue reading Od zera do bohatera: Inspiring Generation

Aktorzy jednej twarzy.

Kiedyś Klaudia śmiała się, że Nicolas Cage w każdym filmie gra Nicolasa Cage’a. Dokładnie to samo można powiedzieć o nie jednym aktorze: Jason Statham zawsze gra Jasona Stathama, Hugh Grant zawsze gra Hugh Granta, Jackie Chan zawsze gra Jackiego Chena. (Ostatnio nawet Robert Downey Jr. wszędzie gra jedną i tę samą postać.) Jednak tych gości się lubi. Może właśnie temu, że pasują do jednej i tej samej roli, a może temu, że nie próbują udawać aktorów dramatycznych. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę.

Continue reading Aktorzy jednej twarzy.

Film na dziś: A-jeo-ssi (The Man From Nowhere)

fullsizephoto127496

Samotny, wycofany ze świata mężczyzna i dziecko, które swoją niewinnością kruszy lód jego serca. Do tego mnóstwo świetnej akcji, pościgi samochodowe, strzelaniny, pojedynki wręcz, dużo dobrego aktorstwa, elementy dramatu, zaskakujące zwroty akcji i rewelacyjna końcówka. Jeśli macie ochotę na to wszystko w jednym filmie to już teraz powinniście uzupełniać napoje, szykować kanapki i zasiadać do koreańskiej produkcji pt. A-jeo-ssi (The Man From Nowhere). Film Jeong-beom Lee z 2010 r. porównywany jest do takich tytułów jak Leon Zawodowiec czy Człowiek w Ogniu. Czy słusznie czy nie, ciężko jest mi oceniać (nie widziałam jeszcze tego drugiego). Koreańczycy mają w zwyczaju robić filmy po swojemu, nie zwracając uwagi na to, co znane i bezpieczne dla typowego widza Hollywood. Jednym się to podoba, innym mniej, ale na tym polega potęga ich produkcji. A-jeo-ssi był jednym z tych filmów, które rozpoczęły mój wielki zachwyt kinem z Korei. Spokojnie więc mogę go polecić tym, którzy nie są do azjatyckich filmów przekonani oraz tym, którzy dopiero zaczynają z nimi przygodę. Ci, którzy skośnookie produkcje znają i lubią prawdopodobnie „Człowieka znikąd” już widzieli :) Czemu polecam go początkującym? Fabuła nie jest trudna do zrozumienia, bohaterów niewielu i da się ich rozróżnić :) a poza tym film idealnie miesza to, co najlepsze u Koreańczyków i to, co znane i bezpieczne u Amerykanów. Do tego Bin Won, jako tajemniczy Tae-sik i niezwykle utalentowana, młodziutka Sae-ron Kim, jako jego sąsiadka, to dwie największe zalety filmu (obok końcowego pojedynku na noże  8-O).

Image and video hosting by TinyPic

Film z gatunku dramat/akcja w najlepszym wydaniu. Podskoczycie na krześle, wstrzymacie oddech, zasyczycie z bólu a na koniec będziecie mogli uronić łezkę (smutku czy szczęścia? oto jest pytanie :) )

POLECAM!