Archiwa tagu: james cameron

Film na dziś: Obcy – decydujące starcie (Aliens) 1986

aliens1

Jeden z klasyków kina, do którego wracamy już od prawie 30 lat, i do którego będziemy za 30 lat wracać. Obcy – decydujące starcie (w oryginale Aliens), to druga część … ale tak serio? Naprawdę komuś trzeba przedstawiać ten film? Jednak, jeśli jakimś cudem ktoś jeszcze Obcego nie widział, to w skrócie. W pierwszej części ośmioosobowa załoga statku kosmicznego Nostromo musi stawić czoła tajemniczej formie życia (w liczbie: jeden osobnik). W drugiej części, jedyna ocalała z Nostromo, Ellen Ripley, z całym oddziałem colonial marines za plecami, stawia czoła tajemniczej formie życia w liczbie: zbyt wielu, by liczyć. Pierwsza część, w reżyserii Ridley’a Scotta to typowy slasher, tylko zamiast grupy nastolatków mamy załogę statku kosmicznego, zamiast domku na pustkowiu mamy owy statek komiczny a zamiast mordercy mamy … obcego :) Za kręcenie dwójki zabrał się James Cameron. Dumał on jak się wyróżnić, dumał i wydumał. I zrobił jeden z najczadowszych filmów jakie widziałam.  Obcy – decydujące starcie (jak się okazało, nie takie decydujące, bo po nim powstały jeszcze dwie części) różni się od swojego poprzednika. Na ekran wraca Ellen Ripley (Sigourney Weaver), ale nie jest już przestraszoną dziewczynką. Jak trzeba to łapie giwerę, a i na urzędasa potrafi się wydrzeć. Nie ugina się nawet przed całym oddziałem marines. A ci to już plejada osobistości: sierżant Apone (Al Matthews), dla którego zwykła owsianka jest wykwintnym daniem; kapral Dwayne Hicks (Michael Biehn), który za najlepszą grę wstępną uważa opowiadanie dziewczynom o swoim pistolecie (Ripley&Hicks – best love story ever!); szeregowiec W. Hudson (Bill Paxton), dla którego game over, man, game overa dalej Drake (Mark Rolston), Vasquez (Jenette Goldstein), Frost (Ricco Ross), Bishop (Lance Henriksen) i kilku innych. Aliens ocieka zajebistością. Ta scena:

  • jak Newt stoi w ścieku a zza niej z wody wyłania się ksenomorf 8-O
  • jak Hudson wywala cały magazynek w facehuggera :mrgreen:
  • jak Apone budzi swoich podopiecznych :lol:
  • jak radar pokazuje, że ksenomorfy są na tyle blisko, by być z nimi w jednym pomieszczeniu … i Hicks zagląda za kratę w suficie :-o
  • jak marines stroją sobie żarty a Ripley ich gasi opowieścią o Nostromo 8-)
  • itd.

Te teksty:

  • - Hey Vasquez, have you ever been mistaken for a man? – No. Have you?
  • Game over man, game over!
  • What are we supposed to use, man? Harsh language?
  • Get away from her, you bitch!
  • What do you mean, „*They* cut the power”? How could they cut the power, man? They’re animals!
  • We’d better get back, ’cause it’ll be dark soon, and they mostly come at night… mostly.
  • itd.

Takich filmów już nie robią … :( Jednak robili, a to najważniejsze :)

Remake, reboot, sequel, prequel i inne dziwne słowa.

remake1

Idąc do kina i widząc takie tytuły jak Planeta Małp, Mad Max, Pamięć Absolutna, Terminator (o zgrozo!), itd. można być pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie o jakieś 10 do 20 lat. Czy to tak źle? Oto jednak uda się nam obejrzeć nostalgicznie wspominane filmy na wielkim ekranie! Zobaczyć jak coś tam coś tam itd. Aż łezka się w oku kręci a nogi uginają z radości.

Hola, hola, amigo!

Cała radość ulatuje z człowieka, kiedy okazuje się, że rok jest wciąż 2014, a wszystkie te filmy to tylko nowe, odświeżone, wypieszczone i często, nieprzemyślane, wersje naszych ukochanych klasyków.

 Osobiście nie jestem ani zwolenniczką, ani przeciwniczką remake’owania filmów. A może inaczej, jednocześnie jestem za i przeciw. Jak ze wszystkim, tak też i z recyklingowaniem pomysłów scenariuszowych, warto zachować zdrowy rozsądek. Niekiedy pomysł na zrobienie tego samego filmu od nowa znajduje swoje racjonalne wytłumaczenie, innym razem kończy się na załamaniu rąk i pytaniu na cholerę?!. Gdzie leży różnica?

Continue reading Remake, reboot, sequel, prequel i inne dziwne słowa.