Archiwa tagu: komedia

Marzec 2015 na ekranie

1. REC 4 Apokalipsa
Ángela (Manuela Velasco) trafia na statek, na którym przechodzi badania. Towarzyszy jej dwójka żołnierzy, którzy wyprowadzili ją z feralnej kamienicy oraz starsza pani, która uniknęła rzezi na weselu. Za chwilę pewna małpa gryzie pewnego pana i harpuny w dłoń! Wiele osób psioczy na serię REC od czasu trzeciej części. Ja tam na każdej kolejnej bawię się rewelacyjnie. Tak było i w przypadku REC 4. Tylko pozazdrościć Hiszpanom, że stworzyli taką markę kina rozrywkowego. 7/10

Continue reading Marzec 2015 na ekranie

Film na dziś: Vampires Suck, 2010

Może jest coś ze mną nie tak, ale mnie ten film ubawił :)

Wiadomo, że i tak wybitnie hejtowany Zmierzch był łatwym celem, więc powstanie jego parodii było kwestią czasu. Co udało się twórcom Vampires suck, to nabijanie się z pierwowzoru, ale jednoczesne pozostanie w podobnym klimacie całości. Jenn Proske lepiej zagrała Kristen Stewart grającą Bellę niż Kristen Stewart zagrała Bellę. Z Edwarda (Matt Lanter) i Jacoba (Chris Riggi) naśmiewano się już w klasyczny sposób, bez postarania się o zaskoczenie widza, chociaż muszę oddać, że Jacob wybitnie mnie śmieszył z tym ciągłym zdejmowaniem koszuli albo zamianą w cziłałę.

Durny ten film, bo durny. Są dużo lepsze komedie z gatunku parodia (są też i dużo gorsze). Ale jak się komuś nudzi to może wypróbować.

Luty na moim ekranie

Właśnie tak patrzę, że od 1 lutego, do dziś, obejrzałam tylko 6 filmów. To mało, jak na mnie. Ale to wszystko temu, że utonęłam w kolejnym serialu (Inspiring Generation), który oglądam weekendami. I pewnie po jego zakończeniu stworzę długi tekst (będzie długo, bo i serial długi i bohaterów jak w książce telefonicznej :D ). Poza tym planuję rozkminki dwóch filmów, ale zbieram się do nich jak pies do jeża.

A przechodząc do sedna sprawy, co tam zagościło na moim ekranie w lutym:

Continue reading Luty na moim ekranie

Film na dziś: Duchy ze szkolnej ławki (Promoción fantasma) 2012

Modesto (Raúl Arévalo) jest nauczycielem, który widzi duchy. Ta umiejętność sprawiła, że nie tylko wydał fortuny na psychologów, ale także tracił pracę w każdej kolejnej szkole, w której się zatrudniał. W końcu trafia do Monforte, gdzie zaczyna pracować z piątką uczniów, którzy zamieniają szkołę w istne piekło. Modesto musi pomóc im zaliczyć egzaminy końcowe, by mogli wreszcie opuścić szkołę. To nie będzie jednak proste, gdyż owi uczniowie nie żyją od dwudziestu lat. (opis bezczelnie skopiowany w filmwebu, bo sama tam go dodałam :D )

Dzieło, które zmieni historię kina to to nie jest. To nawet nie jest niedoceniany obraz zagubiony między mainstreamowym shitem. To jest lekki, niezobowiązujący film, bazujący na typowych dla komedii na niedziele popołudnie gagach, obowiązkowym ckliwym momencie zmieniającym dotychczasowe życie bohaterów i nawet nie próbujący udawać, że postaci piątki niesfornych uczniów nie zostały żywcem zerżnięte z Klubu winowajców. Co nie zmienia faktu, że obniżając wymagania do minimum podczas seansu można całkiem sympatycznie spędzić czas, a panowie na pewno nie będą kwękać mogąc popatrzeć sobie na śliczną Andreę Duro.

Aktorzy jednej twarzy.

Kiedyś Klaudia śmiała się, że Nicolas Cage w każdym filmie gra Nicolasa Cage’a. Dokładnie to samo można powiedzieć o nie jednym aktorze: Jason Statham zawsze gra Jasona Stathama, Hugh Grant zawsze gra Hugh Granta, Jackie Chan zawsze gra Jackiego Chena. (Ostatnio nawet Robert Downey Jr. wszędzie gra jedną i tę samą postać.) Jednak tych gości się lubi. Może właśnie temu, że pasują do jednej i tej samej roli, a może temu, że nie próbują udawać aktorów dramatycznych. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę.

Continue reading Aktorzy jednej twarzy.

Wilfred, czyli piwnica nie istnieje.

Elijah Wood, szerokiej publiczności znany jako Frodo, to gość, którego ostatnio zaczynam sobie mocno cenić. Po udziale w tak kasowej produkcji jak Władca Pierścieni, nie zachłysnął się sławą, i od tamtego czasu, poza kilkoma wyjątkami, wybiera sobie scenariusze bardziej ciekawe niż rentowne. Jednym z takich scenariuszy zdecydowanie jest Wilfred. Tytuł wystartował w Australii jako serial komediowy, a skończył w Stanach, z większym budżetem i imponującą listą aktorskich nazwisk, jako serial hm … komediowo-przedziwny. Wilfred nie jest podobny do Twin Peaks, ale to chyba najbliższe Twin Peaks co powstało, przez ostatnie 25 lat.

Continue reading Wilfred, czyli piwnica nie istnieje.

Remake, reboot, sequel, prequel i inne dziwne słowa.

remake1

Idąc do kina i widząc takie tytuły jak Planeta Małp, Mad Max, Pamięć Absolutna, Terminator (o zgrozo!), itd. można być pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie o jakieś 10 do 20 lat. Czy to tak źle? Oto jednak uda się nam obejrzeć nostalgicznie wspominane filmy na wielkim ekranie! Zobaczyć jak coś tam coś tam itd. Aż łezka się w oku kręci a nogi uginają z radości.

Hola, hola, amigo!

Cała radość ulatuje z człowieka, kiedy okazuje się, że rok jest wciąż 2014, a wszystkie te filmy to tylko nowe, odświeżone, wypieszczone i często, nieprzemyślane, wersje naszych ukochanych klasyków.

 Osobiście nie jestem ani zwolenniczką, ani przeciwniczką remake’owania filmów. A może inaczej, jednocześnie jestem za i przeciw. Jak ze wszystkim, tak też i z recyklingowaniem pomysłów scenariuszowych, warto zachować zdrowy rozsądek. Niekiedy pomysł na zrobienie tego samego filmu od nowa znajduje swoje racjonalne wytłumaczenie, innym razem kończy się na załamaniu rąk i pytaniu na cholerę?!. Gdzie leży różnica?

Continue reading Remake, reboot, sequel, prequel i inne dziwne słowa.

Film na dziś: Oskar

oskar

Próbując dotrzymać obietnicy danej ojcu na jego łożu śmierci, gangster Angelo Provolone szykuje się do rozpoczęcia legalnej działalności jako bankier. Tego samego dnia księgowy informuje go, że zwróci skradzione mu pieniądze w zamian za rękę jego córki; gosposia oświadcza, że odchodzi, córka informuje, że jest w ciąży a policja dwoi się i troi, by dopaść go na gorącym uczynku. I to wszystko gdzieś między marynarką a spodniami!

FIlm Johna Landisa z 1991 roku to druga już (po francuskiej z Louis’em de Funès) wersja sztuki Claude Magnier’a pod takim samym tytułem, przeniesiona na duży ekran. Tym razem w rolę gangstera próbującego zacząć wieść legalne życie wcielił się Sylvester Stallone. Ten sam Stallone, który przed premierą Oskara zdążył pięć razy zostać Rocky’m Balboą, trzy razy Johnem Rambo a porucznikiem Marionem Cobrą Cobretti i np. Ray’em Tango po razie. W całym zamieszaniu kroku, dzielnie, dotrzymują mu takie nazwiska jak Tim Curry, Marisa Tomei, Vincent Spano, Peter Riegert i Chazz Palminteri. Pomyłka goni pomyłkę, nieporozumienia produkowane są taśmowo, każda z postaci ma ciętą ripostę w zanadrzu, a czarne walizki krążą i krążą.

Oskar to dobrze napisana komedia, której humor nie oscyluje w wulgaryzmach a raczej na grach słownych (temu też polecam w oryginale lub z napisami). Świetna do oglądania z całą rodziną. Nie wiem ile razy widziałam Oskara, ale raz zdarzyło mi się oglądać film z dziadkiem, który … pokładał się ze śmiechu jak małe dziecko :)