Archiwa tagu: sean connery

Próba czasu: Nieśmiertelny

Jak pamiętam?

Sprawa ma się tak, że praktycznie w ogóle go nie pamiętam :) Pamiętam, że oglądałam i wydawał mi się fajnym filmem, choć nie specjalnie przepadałam za grającym główną rolę Lambertem. Jakoś dużo bardziej lubię go jako Raidena niż Connora Nieśmiertelnego. Oczywiście – genialna piosenka Queenu, Who Wants To Live Forever i Sean Connery jako Szkot w roli Hiszpana :D

Po ponownym obejrzeniu:

Continue reading Próba czasu: Nieśmiertelny

Czerwiec 2016 na ekranie

Co poza HIGH&LOW, Running Manem i teledyskami DBSK oglądałam w czerwcu? Niewiele

1. Fly with the Gold

Historia pewnego napadu na bank. Nie wiedzieć czemu spodziewałam się japońskiej wersji Ocean Eleven a dostałam coś zupełnie innego. Sam napad na bank zaczyna się bardzo późno. Większość czasu spędzamy na poznaniu składu oraz ich przygotowaniach. Ale to nie jest wadą filmu. Ogląda się dość ciekawie. 8/10

Continue reading Czerwiec 2016 na ekranie

Film na dziś: Twierdza (The Rock) 1996

Więzienie Alcatraz dziś służy jako atrakcja turystyczna. I to właśnie to miejsce generał Hummel (Ed Harris) wybiera na centrum dowodzenia swojej ostatniej misji. Bierze zakładników i żąda wysokiego okupu. Jeśli jego żądania nie zostaną spełnione wystrzeli w stronę San Francisco rakiety wypełnione śmiercionośnym gazem. Grupa marines, spec od broni chemicznych i jedyna osoba, której udało się uciec z Alcatraz łączą więc siły, by zapobiec tragedii.

Film Michaela Baya (Michael Baya od Transformersów) to jeden z najlepszych przedstawicieli gatunku amerykańskiego kina akcji z lat 90tych. Jest zabawnie, jest wzniośle, flaga łopoce na wietrze, a prezydent liczy się z dobrem pojedynczego obywatela swojego kraju. Razem z, niespecjalnie przygotowanym do walki w terenie gryzipiórkiem, Stanley’em Goodspeedem (Nicolas Cage) udajemy się do Alcatraz i u boku byłego agenta Jej Królewskiej Mości Jamesem Bondem Johnem Masonem (Sean Connery) podróżujemy od zera do bohatera ratując Stany Zjednoczone przed atakiem terrorystów. Film nie wymaga specjalnego myślenia, należy po prostu dać porwać się przygodzie. Jednak kilka rzeczy zasługuje na wyróżnienie. Przede wszystkim postać generała Hummela to ciekawe odejście od terrorysty Araba na rzecz wielokrotnie odznaczanego przez amerykański rząd żołnierza, który upomina się o pamięć poległych przyjaciół. Inna warta wyróżnienia rzecz to scena w sali z natryskami, od wymiany zdań miedzy dowódcami obu oddziałów aż do samego końca.

Twierdzę po prostu trzeba zobaczyć. Jeśli nie dla obsady czy muzyki Zimmera to przynajmniej dla faktu odnotowania, że Michael Bay robił kiedyś dobre filmy :)